Karina Obara

Członków PiS przybywa, ale decyzje rządu coraz głośniej są krytykowane. Co na to eksperci?

- Pamiętajmy, że PiS przez 5 lat swoich rządów zanotowało mnóstwo katastrof wizerunkowych, podjęło wiele fatalnych decyzji (w tym personalnych), czy Fot. Mateusz Włodarczyk/Forum - Pamiętajmy, że PiS przez 5 lat swoich rządów zanotowało mnóstwo katastrof wizerunkowych, podjęło wiele fatalnych decyzji (w tym personalnych), czy też znacznie obniżyło standardy w zakresie stanowienia prawa. I co? Nic – rozkłada ręce Filip Gołębiewski.
Karina Obara

W ciągu roku 2020 PiS-owi przybyło blisko 5 tys. nowych członków. Teraz partia rządząca ma ich około 45 tys. To nieco ponad 10 proc. przyrostu rok do roku. Mimo kontrowersyjnych decyzji rządu.

O czym świadczy ten przyrost, zapytaliśmy ekspertów. Jak to możliwe, że przy jednoczesnej niepopularności decyzji rządu, nowi członkowie zapisują się do PiS?
Jarosław Wojtas, politolog z WSB w Toruniu uważa, że podwojenie liczby członków PiS w przestrzeni ostatnich pięciu lat wynika z działania dwóch ważnych czynników. Pierwszym z nich, jest potrzeba przynależności, pragnienie utrzymywania więzi, których znaczenie opisał Abraham Maslow w swojej słynnej hierarchii potrzeb. Jest ona szczególnie mocno odczuwana w okresie pandemii, gdy relacje są mocno ograniczone, istniała jednak długo wcześniej, wywołana presją na indywidualizm, promocją konsumpcjonizmu, dezintegracji i atomizacji społecznej. - Chodzi o przynależność do precyzyjnie określonej grupy: do obozu zwycięzców – mówi politolog. - Może, ale nie musi się z tym wiązać oczekiwanie korzyści w postaci gratyfikacji: lepszej pracy, miejsca w radzie nadzorczej czy zarządzie spółki. PiS udowodniło, że potrafi szczodrze nagradzać swoich członków. Drugim czynnikiem jest coraz silniejsza polaryzacja opinii publicznej na osi rząd-opozycja. Wywołuje ona umocnienie tożsamości w oparciu o mechanizm wywołany syndromem oblężonej twierdzy. Ten wyrazisty podział mobilizuje do udziału w wyborach, dzięki czemu obserwujemy rekordy frekwencji przy urnach, ale tworzy emocjonalne bariery, które w dłuższej perspektywie mogą się okazać nie do przejścia. PiS był kiedyś partią niszową, dbającą o elitarność swoich kadr, gdy stał się partią powszechną osiągnął sukces przekładający się na dziesiątki tysięcy członków. Więc tu jest trochę tak jak w dowcipie o jedynym bacy w Zakopanem, który chciał się zapisać do PZPR: silna potrzeba afiliacji w realiach wysokiego stopnia polaryzacji.

Czytaj też: Rząd dawał zły przykład i są tego skutki. W pandemii następuje powolna anarchizacja życia społecznego i gospodarczego [komentarz]

Filip Gołębiewski, założyciel i prezes Instytutu Dyskursu i Dialogu też uważa, że wzrost członków PiS wiąże się z dążeniem „trzymania z silniejszymi”. - Pamiętajmy, że PiS przez 5 lat swoich rządów zanotowało mnóstwo katastrof wizerunkowych, podjęło wiele fatalnych decyzji (w tym personalnych), czy też znacznie obniżyło standardy w zakresie stanowienia prawa. I co? Nic – rozkłada ręce Filip Gołębiewski. - Po każdym z kryzysów wydawało się, że to już będzie ten moment, w którym znacząco spadnie poparcie dla partii rządzącej, a jednak nic takiego się nie wydarzyło. To może sprawiać wrażenie „niezatapialności” PiS-u, co dla części obywateli zapewne wydaje się kuszące, bo liczą na jakieś korzyści dla siebie z bycia częścią zwycięskiego zespołu. To wiąże się z kolei z drugim czynnikiem wpływającym na przyrost członków partii rządzącej. Ma on bardziej strukturalne korzenie. W naszym kraju, mimo ponad 30 lat od formalnego przejścia do demokracji, wciąż mamy do czynienia z nawykiem nieformalnego „załatwiania” spraw dla siebie i swoich bliskich (nawiązanie do koncepcji tzw. Homo Sovieticus). Pokazał to dobitnie chociażby casus Krystyny Jandy et consortes w kwestii dostępu do szczepień. Ze względu na słabą wydolność struktur państwa (służba zdrowia, sądownictwo, etc.) dostęp do różnego rodzaju usług publicznych w standardowym trybie jest znacznie utrudniony i wydłużony. Nieformalna ścieżka może zatem jawić się obywatelom jako jedyna możliwość jego ułatwienia, skrócenia. A najłatwiej o to, kiedy jesteśmy blisko jakichś organów decyzyjnych, np. związanych z partią rządzącą. Obywatele dołączając do niej liczą na korzyści i podtrzymują tym samym pewną klientelistyczną strukturę, w której wciąż tkwimy jako społeczeństwo.

Czytaj też: Za błędy w zarządzaniu kryzysowym płacą wszyscy Polacy. Rządzący powinni dawać przykład [komentarz]

Zdaniem Filipa Gołębiewskiego nie bez znaczenia jest także nieustanne zaostrzanie i podsycanie konfliktu społeczno-politycznego w mediach, głównie społecznościowych. Dołączając do danej partii (bo przecież inne polskie partie także zanotowały wzrosty) obywatel poniekąd wyraża swoją gotowość do udziału w niekończącej się „wojnie polsko-polskiej”.

Monika Gotlibowska, ekonomistka i właścicielka restauracji z Torunia nie jest zdziwiona wzrostem liczby członków PiS. - Upatruję powodów w nepotyzmie, który ma się bardzo dobrze w szeregach partii – mówi. - Wydaje się, że gwarancja zatrudnienia, czy objęcia ważnego stanowiska może być zależna od posiadania legitymacji partyjnej. Proceder ten przypomina mi minione czasy i to nie powinien być powód do dumy dla członków PIS-u. Pozostałych obywateli może niepokoić. Historia Polski zna czasy kiedy, aby móc cokolwiek załatwić, najpierw trzeba było wykazać się szczególną estymą wobec jedynej słusznej partii.

Karina Obara

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.