Czerwony Krzyż wplątany w kampanię wyborczą PiS

Czytaj dalej
Fot. Polska Press Grupa
Malwina Gadawa, Marcin Rybak

Czerwony Krzyż wplątany w kampanię wyborczą PiS

Malwina Gadawa, Marcin Rybak

Pracownicy PCK nosili wyborcze ulotki. Na polecenie szefa. Czy to był wolontariat?

W 2014 roku dyrektor wrocławskiego PCK Jerzy Gierczak kandydował do sejmiku dolnośląskiego. Z naszych informacji wynika, że w kampanię wyborczą zostali zaangażowani jego pracownicy.

- Pakowaliśmy ulotki do plecaka i szliśmy je roznosić - opowiada nam jeden z pracowników. - Głównie wrzucało się do skrzynek. Robiłem to ja z kolegą.

Z relacji wynika, że mogło to trwać około dwóch tygodni. Codziennie w godzinach pracy zawożono dwie osoby do miejscowości w powiecie dzierżoniowskim. Czyli tam, gdzie z listy PiS kandydował Jerzy Gierczak.

Pracownicy PCK uczestniczyli też w konwencji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości w powiecie dzierżoniow-skim. - Znalazłem w internecie zdjęcia z tej konwencji. Był 24 października 2014. Nas na tych zdjęciach nie ma. Pamiętam, że to było w domu kultury. My staliśmy przed wejściem i wychodzącym z tej konwencji ludziom wręczaliśmy ulotki Jerzego Gierczaka. To były m.in. takie kalendarzyki. Jeden mam do dziś.

W niedzielę zaś stali przed kościołem. Tak relacjonuje nam pracownik PCK Arkadiusz Hutor. Jego opowieść - co do wyborów samorządowych - potwierdzają dwie inne osoby, zastrzegające sobie anonimowość.

Gierczak przyznaje, że pracownik PCK był angażowany w kampanię wyborczą. Przekonuje jednak, że po pierwsze robił to wyłącznie w niedziele i dobrowolnie. Po prostu zaangażował się jako wolontariusz. Hutor zaprzecza. Jego zdaniem, całą akcję z ulotkami koordynował pracownik PCK, jeden z podwładnych Gierczaka. - Wydawał polecenie, że macie jeździć z ulotkami? - To była niby prośba, ale ja ją wykonywałem jakby to było polecenie - mówi Hutor. On i inny pracownik PCK opowiedzieli nam, że na takiej samej zasadzie poproszono ich o roznoszenie ulotek dla Piotra Babiarza. Kandydował on do Sejmu w 2015 roku z listy PiS. Ulotki mieli roznosić jeden dzień. Babiarz zaprzecza: - Totalna bzdura.

- Czy powinno się korzystać z pomocy podwładnych przy roznoszeniu wyborczych ulotek? - Jeżeli tak było, to jest to niedopuszczalna praktyka - komentuje wiceprezes PiS Adam Lipiński. Mówi, że po ujawnieniu informacji o skandalu w PCK poprosił Gierczaka o wyjaśnienie. Zapowiedział „ostrą reakcję partii”, jeżeli zarzuty się potwierdzą.

- To totalna bzdura. Nigdy nikogo z PCK nie angażowałem w moją kampanię i nie prosiłem, aby rozdawał moje ulotki. Wiele osób mi pomagało, ale nie z PCK - mówi wrocławski poseł Prawa i Sprawiedliwości Piotr Babiarz.

Z relacji, jakie do nas dotarły, miałoby wynikać, że pracownicy dolnośląskiego oddziału PCK przez jeden dzień roznosili ulotki wyborcze Piotra Babiarza.

Obie te relacje różnią się szczegółami. Każdy z naszych rozmówców inaczej pamięta wydarzenia z 2015 roku. Ale obaj potwierdzają, że roznosili ulotki dla Piotra Babiarza. Mieli to zrobić na prośbę jednego z pracowników PCK. Prośbę, którą potraktowali jako polecenie służbowe.

Babiarz - zanim został posłem - pracował w oddziale Polskiego Czerwonego Krzyża. Od roku jest członkiem Zarządu Wojewódzkiego PCK. Do końca maja dyrektorem biura PCK we Wrocławiu był znajomy Babiarza - i jego partyjny kolega - Jerzy Gierczak, radny wojewódzki PiS.

Nasi informatorzy wskazują, że Gierczak korzystał ze wsparcia pracowników PCK w kampanii samorządowej. I to nawet przez dwa tygodnie. On sam zapewnia, że jeden pracownik - Arkadiusz Hutor - wspomagał go w kampanii jako wolontariusz. I tylko w niedziele. - Arek w swoim czasie był bardzo zapatrzony w Gierczaka, bo ten dał mu pracę i dach nad głową - mówi nam były pracownik Czerwonego Krzyża. Jednak przyznaje, że pracownicy byli wysyłani w teren z wyborczymi materiałami.

O finansowym skandalu w PCK piszemy od kilku dni. Na początku czerwca okazało się, że z kasy Czerwonego Krzyża wyciekały duże pieniądze. Materiały, które mamy, sugerują, że wykorzystano firmę założoną na nazwisko Arkadiusza Hutora, pracownika Czerwonego Krzyża, potraktowanego jako „słup”. Sprawę bada wrocławska prokuratura. W ostatnich dniach dostała kilka zawiadomień o przestępstwie z Zarządu Głównego PCK i od prezesa zarządu Wojewódzkiego Rafała Holanowskiego. Swoje doniesienie złożyli też Arkadiusz Hutor i były dyrektor Jerzy Gierczak.

Po ujawnieniu tej historii Jerzy Gierczak - m.in. na własną prośbę - został zawieszony w prawach członka PiS. Decyzję podjął prezes Jarosław Kaczyński. Zawieszono go też w klubie wojewódzkich radnych Prawa i Sprawiedliwości.

- Kwestia uczciwości musi być nadrzędna. Z tego, co wiem, sprawą problemów w PCK zajmuje się prokuratura, więc czekajmy na rozstrzygnięcia śledczych - powiedziała nam minister oświaty Anna Zalewska. To szefowa wałbrzyskiego okręgu PiS, czyli okręgu, w którym działał Jerzy Gierczak.

O pisemne wyjaśnienia zwrócił się do Gierczaka wiceprezes PiS Adam Lipiński.

- Jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi. W tym momencie nie można niczego przesądzać, ale jeżeli zarzuty się potwierdzą, to na pewno spotka się to z ostrą reakcją ze strony partii - powiedział nam.

Malwina Gadawa, Marcin Rybak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.