Bure Misie zmieniają nie tylko siebie. Ale też każdego, kto ich pozna

Czytaj dalej
Roman Laudański

Bure Misie zmieniają nie tylko siebie. Ale też każdego, kto ich pozna

Roman Laudański

Każdy ma tu obowiązki. Jedni dbają o zwierzęta, inni pracują w ogródku lub zajmują się produkcją serów. Życie osób z zespołem Downa ma tu wartość wspólnoty nasyconej szlachetnym dobrem.

Osada Burych Misiów to kompleks domów dla osób z niepełnosprawnością umysłową (Bure Misie) oraz ich opiekunów (Bure Niedźwiedzie). Osada znajduje się nad jeziorem Wętfie pod Kościerzyną. Niedawno panie z sanepidu przyjechały tam na kontrolę. Przypadkiem natknęły się na Krystiana, którego zapytały czy jest pensjonariuszem, czy pracownikiem? Popatrzył na nie zniesmaczony. - Ja tu mieszkam. To jest mój dom!

Adam z Mariuszem w akcji, czyli wszystko się jeszcze może przydać.
Roman Laudański Jednym z obowiązków Michała jest karmienie kur.

Można żyć inaczej

Benek (mózgowe porażenie dziecięce) przez ponad 30 lat nie mówił. Po śmierci rodziców trafił do domu pomocy społecznej, prowadzonego przez siostry zakonne. Zaczął przyjeżdżać na obozy Burych Misiów. Po jednym z obozów zakonnice zapomniały odebrać go z dworca. Benek wrócił na kolejny turnus. Po kilku dniach pracownicy dps-u zorientowali się, że kogoś im brakuje i zadzwonili do osady, czy aby jest tam Benek? Odpowiedzieli, że jest i będzie tu dalej mieszkał. Po 30 latach nauczył się mówić. Powiedział, jak bardzo kocha konie, bo wychował się wśród nich. Mocno schorowany i powykręcany przez chorobę, Benek codziennie jeździ wózkiem elektrycznym do stajni. Sprawdza, czy konie mają wodę i siano. Pisze artykuły do gazet, za chwilę zacznie pisać bloga. Jest samodzielny na tyle, na ile może. I powiedział, że już może umierać, bo jest szczęśliwym człowiekiem. Może pójść do Boga, w którego bardzo wierzy.

Kiedy dziennikarze „Pomorskiej” odwiedzili osadę w 1999 roku spotkali się m.in. z Lodzią, która kiedyś - w poprzednim życiu poza osadą była pośmiewiskiem. Dziś oprowadza wycieczki, bierze udział w warsztatach. W osadzie ma dom, przyjaciół, słowem - rodzinę.

W rozmiarze XXL

Osadowa rodzina liczy sobie 49 Burych Misiów i Burych Niedźwiedzi. Raczej rodzina w wymiarze XXL. Każdy Bury Niedźwiedź przyjaźni się z dwójka - trójką Burych Misiów i ogarnia ich codzienność. - Nie jesteśmy ośrodkiem, jesteśmy rodziną - podkreśla Lidia Waligórska, pracująca tu wraz z mężem. - Dużą rodziną, to prawda, ale każdy ma się czuć bezpiecznie. Każdy ma swoje obowiązki, które często Bure Misie zawalają. A zadaniem Burych Niedźwiedzi jest ich codzienne wspieranie, by po długich latach znaleźli wreszcie dom. Często byli nieakceptowani w swoich domach rodzinnych i środowiskach. Snuli się od domu dziecka do domu pomocy społecznej.

Adam z Mariuszem w akcji, czyli wszystko się jeszcze może przydać.
Roman Laudański Zaprzyjaźnione zakłady cukiernicze przekazują resztki, którymi karmią świnki. Z uwagi na pszczoły, Adam musiał się solidnie osłonić.

Księdza Czesława Marchewicza nazywają w osadzie Kubą. To on najpierw wymyślił wspólnoty Burego Misia, a później osadę. Kuba należy do zakonu Zmartwychwstańców, wcześniej był kapelanem harcerskim, a zanim został księdzem, był też strażakiem w Kościerzynie, gdzie się urodził i dorastał. Wstąpił do seminarium w Krakowie i pewnego dnia na Plantach spotkał niepełnosprawnego Piotrusia z mamą.

Kuba zaczął uczyć Piotrusia religii. Później inne osoby niepełnosprawne. Kuba wymyślił, że byłoby dobrze zabrać ich gdzieś na wakacje. Stąd obóz pod Kościerzyną. Z formalnych względów nazwał to obozem Burego Misia, bo w harcerstwie Kuba miał ksywę „Bury Niedźwiedź”. Znalazł wolontariuszy, przyjechali pod Kościerzynę, a po wakacjach, kiedy wszyscy dalej chcieli się spotykać, bo dobrze im razem, powstała pierwsza grupa w Krakowie.

Podczas obozu Bure Misie, chłopcy z pogranicza normy intelektualnej, urwali się na wycieczkę, podczas której niechcący nabałaganili w jednym z gospodarstw. Kiedy ks. Kuba przyjechał przepraszać właścicieli, okazało się, że gospodarstwo jest na sprzedaż. Wymyślili, że byłoby świetną bazą wakacyjną. Zaczęli zbierać pieniądze, a później pojawił się ktoś ze Stanów z przysłowiową walizką pieniędzy, którą chciał przeznaczyć na cele charytatywne. Taki był początek osady. Takich sytuacji mieli w historii więcej.

Księżowskie życie ma jednak to do siebie, że przełożeni kierują kapłana na kolejne placówki. Ks. Kuba był w Bytomiu i Poznaniu, gdzie zakładał ogniska wspólnoty Burego Misia.

Z czasem rodzice Burych Misiów, którzy przez całe życie opiekowali się swoimi dziećmi, zaczęli umierać. W 1992 roku zmarli rodzice Romana, pierwszego Burego Misia, który zamieszkał w osadzie. Roman na tyle czuł się bezpiecznie z przyjaciółmi, że było dla niego oczywiste: po śmierci rodziców zamieszka z Kubą i kolegami z obozu. Tylko ktoś musiał zamieszkać z Romanem. Poznanianki - Magda i Elwira uznały, że mogą to zrobić. Magda mieszka do dziś, 25 lat z Burymi Misiami.

Inwestor „z góry”

- Życie dyktuje nam, co tu się dzieje - uśmiecha się Lidka. - To nie jest nasz plan ani księdza. Mamy ogród, w którym pracujemy, zwierzęta gospodarskie, którymi też trzeba się zająć. Często rodzicom, opiekunom osób niepełnosprawnych wydaje się, że ich dzieciom, podopiecznym wystarczy kiwanie się na kanapie. A my chcemy dać im szansę na realizację ich pasji i możliwości odkrycia tego, co mają głęboko schowane w sobie, a co przez lata nie było wykorzystywane.

Kiedy zapytać Burych Niedźwiedzi, jaki jest ks. Kuba, to można usłyszeć, że po prostu ludzki. Z biegiem lat coraz bardziej dzieli się odpowiedzialnością. Powtarza, że to nie on stworzył osadę i wspólnotę. Główny inwestor jest „u góry”. Wiara ich łączy. Gdyby opierali się tylko na ludzkich zachowaniach - już dawno wszystko by się rozsypało i Bure Misie nie miałyby swojego domu.

Od złości do pomocy

Od dwóch lat w osadzie Burych Misiów mieszka dwudziestoletni Kuba z lekkim upośledzeniem intelektualnym. Bardzo wcześnie został odebrany rodzicom biologicznym. Trafił do domu dziecka, z którego zabrała go rodzina adopcyjna, w której działy się bardzo złe rzeczy. Wrócił do domu dziecka. Później trafił do kolejnych domów pomocy społecznej. Nikt nie potrafił sobie z Kubą poradzić. Po atakach agresji był często zapinany w pasy, dostawał silne leki i trafiał do izolatki.

- Dziś też zdarzają się sytuacje, kiedy nie możemy sobie z Kubą poradzić, ale chodzi o to, żeby on sam przepracował emocje i nauczył się z nimi żyć - opowiadają Bure Niedźwiedzie.

Adam z Mariuszem w akcji, czyli wszystko się jeszcze może przydać.
Adam z Mariuszem w akcji, czyli wszystko się jeszcze może przydać.

Dziś Kuba opiekuje się innymi. Zaprzyjaźnił się z ze schorowanym, jeżdżącym na wózku Jackiem z zespołem Downa, który wymagał stałej opieki. Jacek był drugim Burym Misiem, który zamieszkał w osadzie. I okazało się, że Kuba, poza wybuchami agresji, co wymaga zapinania go w pasy, kiedy stwarza problemy, potrafi opiekować się innymi. Podaje bardziej schorowanym Misiom kawę, słomki do napojów i pomaga przy posiłkach. Uśmiecha się. To pokazuje zmianę, jaka w nim zachodzi.

Czasem ucieka, zgoda, ale czuje się swobodnie i wygląda na szczęśliwego człowieka, kiedy kilkakrotnie mija nas podczas rozmowy na ławce pod domem w osadzie.

Z pomocą

Bure Niedźwiedzie i Bure Misie mają swoje obowiązki. Codziennie muszą wynosić śmieci, sprzątać po sobie - jak w domu, zmywać naczynia. Do niedawna sami gotowali posiłki (- Musiałam nauczyć się gotować dla 36 osób - wspomina Lidka). Bure Niedźwiedzie dodają, że część Burych Misiów ma jeszcze problem ze zrozumieniem, że to ich dom. Ci, którzy mieszkają dłużej, już to wiedzą.

Bure Misie pomagały zakwaterować się poznańskim studentom, którzy w ramach praktyk będą przez kilka dni badali wzrok wszystkim w osadzie. W ubiegłym roku mieszkała z nimi Agnieszka, studentka ekologii. Pomagała w gospodarstwie. Często praktyki w osadzie mają uczniowie szkół rolniczych i ogrodniczych. Uczą się swojego zawodu i mają kontakt z Burymi Misiami. A spotkanie z tak odmiennym człowiekiem może każdego z nas nauczyć dużo więcej niż kolega z ławki.

Codzienna praca

Część Burych Misiów zatrudniona jest na umowę o pracę. Dwaj Adamowie i Paweł codziennie wstają rano i doją 30 krów. Wyprowadzają je na pastwisko, dowożą mleko do serowarni. Karmią zwierzęta. Także owce, kozy, lamy i świnki.

Adam przez lata nie był akceptowany w rodzinie. Zanim prawa rodzicielskie zostały odebrane - przeszedł gehennę. Trafił do szpitala z syndromem bitego dziecka. Nie mówił, godzinami kiwał się na krześle. Przez pierwsze lata leżał na wznak i gapił się w sufit. A teraz rano doi krowy i trudno uwierzyć, że zaszła w nim taka zmiana.

Basia i Ewa pracują w serowarni - codziennie robią sery, z których osada również słynie. Można je kupić na miejscu lub zamówić przez internet. Odpowiedzialną za sprzedaż i planowanie produkcji jest Lidka. Poza tym opiekuje się Marcinem i Adamem (to jej podgrupa). - Kiedy okazało się, że robimy smaczne sery i można na tym zarobić - ruszyła produkcja! - cieszy się Lidka.

Syryjskim rodzinom

Bure Misie mają przyjaciół w okolicy. Jeśli jest jakiś kłopot w osadzie, to przyjaciele z sąsiedztwa przyjeżdżają i pomagają.

Podczas ostatniego Bożego Narodzenia zawartość tacy napełnianej podczas mszy świętej służyła pomocą rodzinom syryjskim w ramach programu Caritas „Rodzina - rodzinie”. Parafianie, wcale niemajętni, przez pół roku, co miesiąc regularnie wpłacali 5 tys. złotych na utrzymanie dziesięciu syryjskich rodzin.

Tu powstał pomysł zaproszenia rodziny syryjskiej, która mogłaby się schronić przed wojną w osadzie Burych Misiów. Kiedy ten pomysł ks. Kuba ogłosił na niedzielnej mszy świętej, od razu podchodzili ludzie, którzy deklarowali, że pomogą w nauce języka, opiece medycznej, a ktoś bez szczególnych umiejętności po prostu zaproponował, że kiedy będzie potrzeba, to ich podwiezie. Nawet była propozycja mieszkania, bo jak trzeba pomóc, to się pomaga.

Nowa osada

Adam z Mariuszem w akcji, czyli wszystko się jeszcze może przydać.
Roman Laudański Grażyna, Aneta, Krysia, Michał, Wojtek, Lodzi i drugi Wojtek. Koniec pracy, zaraz obiad.

Po drugiej stronie drogi jest część obozowa osady - domki kempingowe, w których latem mieszkają Bure Misie ze wspólnot w Krakowie, Bytomiu i Poznaniu. Każdy turnus liczy sobie ok. 150 uczestników.

W maju tego roku ruszyła budowa nowej osady, ponieważ kolejne Bure Misie szukają swojego domu. Budowę rozpoczęli z pustakami, stalą i betonem na fundamenty podarowanymi przez zaprzyjaźnione firmy. Mają nadzieję, że w tym roku już się do niego wprowadzą.

Kiedy ruszyli z budową, przyjechał do nich pan Stanisław z Sopotu, który zapytał, w czym może pomóc? Nieśmiało powiedzieli o inwestycji. - OK, zaprzyjaźniona firma wam to zrobi. Pan Stanisław wydał na to 90 tys. złotych.

Jego wnuczka jest Burym Misiem. Zagęszczenie niestabilnego gruntu pod fundamentami wymagało pracy specjalistów. Przyjechał pan z Kościerzyny. Zapytał, czy tu mieszkają osoby niepełnosprawne? Nie pytał o koszty (szacowali, że musieliby za to zapłacić 20 - 30 tys. zł). Firma wykonała zadanie.

Właściciel jest ojcem niepełnosprawnego dziecka.

- Tak to się u nas dzieje - uśmiecha się Lidka. - Możemy planować, a kłopoty rozwiązuje główny inwestor - wymownie wskazuje niebo. - Sprzyja nam.

Uśmiechy ze zdjęć

Czworo Burych Misiów już zmarło. Zostali pochowani na cmentarzu w Kościerzynie. Uśmiechają się ze zdjęć. Roman, który zamieszkał jako pierwszy i jako pierwszy zmarł. Jacek umarł w październiku, odchodził przez chorobę długo. Adaś zmarł w wieku 23 lat. Jeszcze Ela.

Bure Niedźwiedzie mówią, że choć po śmierci Burych Misiów łzy leją się strumieniami, to jednak nad smutkiem dominują radosne wspomnienia wspólnie przeżytego czasu, który zostawił w nich wiarę w ludzkie dobro. Ks. Kuba przypomina im, żeby cieszyli się tym, co jest, zamiast smucili się z powodu tego, co stracili.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.