Brat zaginionej 19 lat temu Angeliki J. z Debrzna: "Wiedziałem, że ona nie żyje"

Czytaj dalej
rozm. Maria Sowisło

Brat zaginionej 19 lat temu Angeliki J. z Debrzna: "Wiedziałem, że ona nie żyje"

rozm. Maria Sowisło

- Wiedział, że podejrzewam go o zabójstwo siostry. Powiedziałem mu to prosto w twarz, a on się tylko zaśmiał i wzruszył ramionami. Dzisiaj chyba bym mu nic nie powiedział, tylko wymownie spojrzał - mówi w rozmowie z nami Dariusz Flitta, najstarszy brat Angeliki J. z Debrzna. Tej, która 19 lat temu zaginęła, a tydzień temu prawdopodobnie jej szczątki znalezione zostały pod posadzką piwnicy kamienicy przy ulicy Witosa w Debrznie. Aresztowany na trzy miesiące został 42-letni Daniel M., mąż zaginionej Angeliki. Usłyszał zarzut zabójstwa. Odmówił składania zeznań. Nad sprawą zaginięcia pracowali policjanci z tzw. Archiwum X.

Wcześniej zarzekał się Pan, że nie będzie rozmawiał z mediami, dopóki nie będzie wyników badań DNA, które rozwieją wszelkie wątpliwości, czyje to są szczątki. Wyników nie ma, a Pan ze mną rozmawia. Co się stało?

Był już czas. Wiedziałem, że prędzej czy później będę musiał zacząć mówić. Niejako do odpowiedzi wywołała mnie siostrzenica Magda, a właściwie to, co powiedziała w telewizyjnym programie „Uwaga!”. Nie dziwię się jej. Jest w trudnej sytuacji. Całe życie była okłamywana przez jego i jego rodzinę. Ale ona jest już dorosłą i mądrą dziewczyną. Musi sobie to wszystko poukładać, tym bardziej że wierzyła w bajkę o porzuceniu jej przez matkę. Miała nadzieję, że ją jeszcze kiedyś spotka. Szukała jej. Teraz trzeba jej dać czas. - Utrzymywaliście przez te wszystkie lata kontakt? - Nie. Nie mogliśmy. Jego rodzina, u której Magda się wychowała, nie pozwalała na to. Była wręcz straszona mną, naszą rodziną. Mam nadzieję, że któregoś dnia ktoś mi to wyjaśni. Nie rozumiem do dziś, dlaczego Magda była izolowana. Nie wiedziała więc, że podejrzewam o zabójstwo jej tatę. Gdybym brał pod uwagę dzisiejsze okoliczności zaginięcia jej mamy, a mojej siostry, to mogę to w jakiś sposób zrozumieć.

Szukaliście jej na własną rękę te 19 lat temu?

Pierwszy raz w Debrznie byłem w 2002 roku, przy okazji sprawy w sądzie rodzinnym o odebranie Danielowi praw do Magdy. Stałem w tej piwnicy 1,5 metra od siostry. Proszę mi wierzyć, że przez moment miałem myśl, żeby wziąć kilof i zacząć kopać. Nie zrobiłem tego jednak. Czekałem na to, co ustali policja. Byłem bezsilny. Nikt nie chciał pomóc. Policja zlekceważyła sprawę. - Może do policji nie docierały sygnały, że była nieszczęśliwa. Do państwa trafiały? - Gdyby tak było, od razu zakończyłbym to małżeństwo za wszelką cenę. Może siostra żyłaby dziś. Pamiętam, że przed zaginięciem była bardzo znerwicowana. Dziś mogę się domyślać, dlaczego. Wtedy nie dopytywałem. Kto by przypuszczał, że 1,5 miesiąca później zaginie. - Jaka była pana siostra? - Kiedy z nami mieszkała, była trochę szalona, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Na pewno spontaniczna, ale też uparta. Wiedziała, czego chce, i potrafiła postawić na swoim. Wiecznie się śmiała. - To chyba rozmawiamy o innej osobie. Z informacji zebranych przeze mnie wynika, że była wręcz depresyjna, zamknięta w sobie, ponura, wycofana... Tak zapamiętali ją znajomi z Debrzna. - Moim zdaniem, w Debrznie ona gasła. Dzisiaj możemy się tylko domyślać, dlaczego taka była. Mam osobiste odczucie, że rodzina i siostra bali mi się powiedzieć, że jest nieszczęśliwa. Miałem wówczas przecież dwadzieścia kilka lat. Moja reakcja byłaby natychmiastowa i stanowcza, może nawet drastyczna.

Brat zaginionej 19 lat temu Angeliki J. z Debrzna: "Wiedziałem, że ona nie żyje"
Dariusz Flitta ze zdjęciem swojej zaginionej 19 lat temu i prawdopodobnie zamordowanej siostry

Ma Pan żal do policjantów z Człuchowa, którzy pracowali nad sprawą w 1998 roku?

Bardzo wielki, bo wielokrotnie mówiłem im o swoich podejrzeniach. Ostatni raz w 2002 roku, kiedy byłem w sądzie rodzinnym na rozprawie. Poszedłem do komendy w Człuchowie. Ta sprawa w ogóle była dziwnie prowadzona. Przecież jeśli ktoś ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, to pierwszą podejrzaną jest osoba, która widziała ją po raz ostatni. To jest podstawa. Skoro ja potrafiłem wydedukować, że ona nie żyje, a zrobił jej to mąż, to policjanci chyba tym bardziej. Wiedziałem, że ona nie opuściła Debrzna, a tym bardziej mieszkania.

Co sprawiło, że doszedł Pan do takich wniosków?

Wszystkie plotki, insynuacje, informacje od ludzi spływały do mnie. Moje osobiste przeczucie i podejrzenia. Na tej podstawie wyciągnąłem jeden słuszny wniosek i podtrzymuję go do dziś. Niestety, okazuje się, że miałem rację.

Ale nie ma jeszcze wyników badań DNA, więc nie wiemy, czy rzeczywiście Pana siostra została zamordowana i zakopana pod posadzką piwnicy.

Jestem przekonany, że to jest ona, a on ją zabił.

Na czym Pan opiera swoje przekonanie? Co Panu w Danielu nie pasowało, czymś Pana zraził do siebie?

Od samego początku byłem przeciwny temu małżeństwu. Nie pamiętam nawet, czy ojciec był na ślubie, bo nasza mama zmarła, kiedy byliśmy mali. Nie odpowiadał mi jego styl bycia, to, w jaki sposób rozmawiał, jakich słów używał. Znałem opinię o nim. Dochodziły do mnie różne informacje, które sprawiły, że nie akceptowałem go.

No ale, na Boga, o co chodziło? Spojrzał Pan na niego i powiedział sobie - ty mi się nie podobasz?

Daniel od samego początku wiedział, że go podejrzewam. Przecież to nie jest możliwe, żeby ktoś, kto nie widzi świata poza swoją córką, zniknął bez śladu. Siostra była bardzo opiekuńczą matką. Kiedyś odwiedziła nas w Pile. Nakrzyczała na mnie, że nie mam się za mocno wygłupiać z roczną Magdą, bo jeszcze jej coś zrobię. Dostałem niezły ochrzan. Ktoś, kto planuje porzucenie rodziny, gotuje obiad? Robi pranie? Wszystko tak, jakby za chwilę nic nie miało się stać? To nie było możliwe.

Co powiedziałby Pan Danielowi, gdyby go Pan dzisiaj spotkał?

Nie wiem. Myślę, że zapytałbym, choć to i tak nie miałoby sensu. Wystarczyłoby pewnie samo spojrzenie. Wymowne. Chciałbym, żeby wiedział, że nigdy nie odpuściłem. Usłyszał przecież w 2002 roku z moich ust, że go podejrzewam o zabójstwo siostry.

Jak zareagował?

Zaśmiał się i wzruszył ramionami.

Czego życzyłby Pan dziś Danielowi?

Sprawiedliwości. Mojej siostrze życia nikt nie wróci. Możemy teraz tylko czekać na to, co sąd orzeknie, i liczyć, że grozi mu 25 lat więzienia lub dożywocie. Nie wierzę, że śmierć siostry była przypadkowa.

Wkrótce będzie Pan mógł z rodziną pochować siostrę. Wcześniej nie mieliście nawet gdzie zapalić świeczki...

Chociaż byłem przekonany, że Daniel jej coś zrobił, gdzieś tliła się nadzieja, że jednak żyje. Dzisiaj nadzieja umarła. Siostrę pochowamy w Pile. Wróci do domu...

rozm. Maria Sowisło

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.