„Bracia Lumière”, czyli 100 filmów w 90 minut

Czytaj dalej
Fot. Materiały prasowe
Henryk Tronowicz

„Bracia Lumière”, czyli 100 filmów w 90 minut

Henryk Tronowicz

Bracia weszli w posiadanie kinetoskopu Edisona i usiłowali ów rozpracować. W czasie którejś bezsennej nocy Louis doznał olśnienia! Tak powstało kino.

Francuski dokument montażowy „Bracia Lumière“, poświęcony wynalazcom kinematografu, to dzieło unikatowe. Tylko niby jak to? Kinematograf wynaleźli dwaj bracia? Kino ma naraz dwóch ojców? W pewnym sensie miało ich nawet więcej, ale po kolei.

Patent sprawdza się

Bracia Lumière opatentowali swój wynalazek na początku roku 1895, a 28 grudnia tego samego roku doprowadzili do pierwszego w dziejach publicznego seansu filmowego. W krótkim tekście na łamach gazety można tylko z grubsza naszkicować dzieje tego epokowego wynalazku. Kino w wieku XX totalnie zawładnęło wyobraźnią masowej publiczności, odciskając silnie swój diapazon na kulturze. Stało się domeną powszechnej rozrywki i gałęzią przemysłu. Wyłoniło Dziesiątą Muzę.

Ale to wszystko już wiemy.

Nie zdajemy sobie natomiast sprawy z tego, że katalog archiwum filmów braci Lumière liczy aż 1422 pozycje. Twórca filmu „Bracia Lumière ” Thierry Frémaux wybrał z tego archiwum 108 filmów.

Sto filmów w 90 minut

Lecz pojawia się pytanie kolejne. Jak bowiem można pokazać sto filmów w czasie projekcji trwającej tylko 90 minut?

Spieszymy z wyjaśnieniem. Otóż w kamerze Lumière’ów można było jednorazowo umieścić taśmę o długości tylko 17 metrów, a projekcja tych 17 metrów trwała 52 sekundy.

Frémaux ze swadą komentuje prezentowane na ekranie narodziny nowego medium. Zaczyna od pierwszego dzieła w dziejach kina: „Wyjście robotników z fabryki Lumière’ów w Lyonie”. Lecz zaraz po tym pięćdziesięciosekundowym filmiku umieszcza na ekranie jego inną wersję. Zdjęcia z wersji pierwszej nie satysfakcjonowały autora, Louisa Lumière’a, więc zainscenizował drugą. Jednak tę drugą również zdyskwalifikował, i nakręcił kolejną wersję. Dopiero ta twórcę zadowoliła i 28 grudnia 1895 roku znalazła się w programie pierwszego na świecie publicznego seansu filmowego, który się odbył w paryskim Grand Cafe, przy bulwarze Kapucynek.

Wojny patentowe

Trzeba zaznaczyć, że nad projektami aparatury filmowej pracował w tamtych latach legion europejskich i amerykańskich wynalazców. Dążenie do personalnego ustalenia ojcostwa kina wywoływało wojny patentowe.

O własnym bezdyskusyjnym pierwszeństwie był święcie przekonany Edison, właściciel salonu otwartego w roku 1894 na Broadwayu, w którym prezentował skonstruowany pięć lat wcześniej kinetofon. Sęk w tym, że film w jego kinetofonie nie mogła oglądać więcej niż jedna osoba.

Z kolei paryski pokaz Lumière’ów o dwa miesiące wyprzedzili w Berlinie Max i Emil Skladanowscy, Niemcy z Poznania, konstruktorzy bioskopu. Ich aparat jednak wyświetlał obrazy zbytnio przyspieszone, a na dodatek nieznośnie migotające.

Jeszcze inne losy dzielił Kazimierz Prószyński, wynalazca opatentowanego w roku 1894 pleografu, aparatu, który dorównywał wynalazkowi Louisa Lumière‘a. I stała się rzecz niezwykła. Zabierając głos w czasie paryskiej demonstracji pleografu, Louis Lumière powiedział o Prószyńskim: „Panowie, ten człowiek jest pierwszy w kinematografii, ja jestem drugi”.

Tutaj wtrąćmy ploteczkę świadczącą o tym, że rywalizacja między pionierami kina nie zawsze odbywała się w białych rękawiczkach. Kiedy Lumière’owie wysłali z kamerą swojego operatora Alexandra Promio do Nowego Jorku i o jego przybyciu tam dowiedział się Edison, bez namysłu wystąpił do władz z żądaniem relegowania Francuza z miasta, i operator został zmuszony do wyjazdu.

Świat Renoira i Prousta

Thierry Frémaux akcentuje w swoim filmie jeszcze inny wielce istotny fakt - ten mianowicie, że bracia Lumière w pierwszych utworach uwieczniali obrazy aktualnego życia, czyli obrazy życia w epoce Augusta Renoira i Marcela Prousta. Rejestrowali ruch uliczny, stroje, obyczaje. W filmach wykorzystanych przez Frémauksa obok konnych dorożek jeżdżą konne tramwaje.

Osobne rozdziały poświęca Frémaux Francji zapracowanej, a także Francji oddającej się po pracy relaksowi.

Kiedy Lumière’owie zaczęli rozsyłać po świecie swoich uzbrojonych w kamery reporterów, wyraźnie im przykazali, że mają rejestrować głównie wszystko to, co się dzieje właśnie na ulicach. W 1896 roku Lyon zalała powódź i operator sfilmował miasto tonące w wodzie. Gdzie indziej sfilmowano dzieci zajęte łowieniem krewetek. Po chwili oglądamy zdjęcia z francuskiej stoczni w La Ciotat, zatrudniającej wtedy - rok 1897 - 6 tysięcy pracowników.

Zapożyczenia u wielkiej sztuki

Frémaux kładzie też nacisk na powinowactwa lumièrowskich filmików z dziełami kultury francuskiej. Kiedy pokazuje film „Partia kart”, mówi o niewątpliwej inspiracji słynną „Grą w karty” Cézanne’a. A znów portret dziewczynki w „Śniadaniu dziecka” to wypisz, wymaluj kalka z buzi na znanym płótnie Renoira. Praczki nad rzeką zapożyczone są jakby wprost od Degasa. A tacy rybacy za wiosłami w łodzi - czyżby ten filmik - pyta Frémaux - zainspirował Viscontiego do nakręcenia neorealistycznego arcydzieła „Ziemia drży”?

Szkielet tańcuje kankana

Lumière’ów od początku kusiło poszukiwanie nowych form filmowego wyrazu. Chętnie eksperymentowali. W jednym z filmików zademonstrowali pląsający szkielet, taki, jakie później Disney animował w „Tańcu szkieletów“. U Lumière’ów tańczy na ekranie kankana.

Z kolei w filmiku „Mur” robotnicy rozbijają kilofami ceglany mur, po czym operator przez nieuwagę puszcza taśmę od tyłu i widzowie oczom nie wierzą, bo mur błyskawicznie rośnie z powrotem i osiąga stan wyjściowy.

Magia kinowego widma działała na ówczesną publiczność szokująco. Dla pierwszych widzów to były zjawiska niepojęte. Zdarzało się , że Lumière’om przypisywano jakieś talenty nadprzyrodzone.

A wszak to się działo tak niedawno. Ledwie 120 lat temu.

Lumière’owie, według Frémauksa, jako pierwsi - w utworze „Morze” - odkryli filmowe zbliżenie. Operatorzy Lumière’ów byli też autorami pierwszych zdjęć panoramicznych, wykonanych z gondoli na Canale Grande w Wenecji.

Frémaux w swoich sugestiach posuwa się nawet tak daleko, że dopatruje się w Lumiére’owskich filmikach antycypacji formuł, z których np. trzy dekady później zasłynie najbardziej japoński z japońskich reżyserów Yasujiro Ozu.

Oczywistym arcydziełem osobnym jest pierwszy w dziejach kina utwór fabularny „Ogrodnik”, znany też pod tytułem „Polewacz polany”. Pomysł pochodził z komiksu rysownika Christophe’a. Także ten filmik, jak pokazuje Frémaux, ma dwie wersje.

Wynalazca może być tylko jeden

Wynalazcą kinematografu był Louis Lumière, który pracował z bratem Augustem w fabryce ojca w Lyonie. Obaj nieustannie wymyślali nowe, na ogół praktyczne machiny. Zdobywali patent za patentem. Ich ojciec, Antoine Lumière, był artystą malarzem. Pasjonowała go także fotografia. Równocześnie prowadził z niejakim rozmachem firmę, w której zatrudniał 300 robotników (produkowali maszyny rozmaitego przeznaczenia, np. klimatyzatory).

Louis Lumière początkowo zajmował się głównie fotografią. I to właśnie on, wprawiając fotografię w ruch, stworzył kinematograf! Także on ukuł ten termin.

Aliści być może nie stałoby się tak, gdyby nie jego ojciec, który zetknął się w Paryżu z kinetoskopem Edisona i po powrocie do Lyonu skłonił Louisa, by się zainteresował tym amerykańskim wynalazkiem, ponieważ ten kinetoskop po udoskonaleniu może przynosić zyski.

Odkrycie w bezsenną noc

Louis z bratem weszli podstępnie w posiadanie kinetoskopu Edisona i przez długi czas usiłowali bezskutecznie rozpracować w nim system przesuwania taśmy. Dopiero w czasie którejś bezsennej nocy Louis doznał olśnienia! Toć wystarczyło - na wzór maszyny do szycia - zainstalować mechanizm tzw. jeleniej stópki. I to dzięki tamtej bezsennej nocy doszło do powstania prototypu kinematografu (co więcej, kinetoskop Edisona ważył pół tony, aparat Lumière’ów zaledwie 5 kg).

Taki był początek szalonej przygody z kinem.

Zaglądanie za cudze kulisy

Do legend i tajemnic na temat początków kina filmowcy nawiązywali po wielekroć. Warto wspomnieć o etiudzie „Pierwszy film” Józefa Piwkowskiego, studenta łódzkiej Filmówki, który w 1981 roku ze zdumiewającą pomysłowością „rekonstruował” kulisy powstawania tamtego fundamentalnego dzieła Louisa Lumière’a „Wyjście z fabryki”.

Czym jest film filmowy

Dociekania na temat tego, czym w samej istocie jest dzieło filmowe, nie ustają. Do najbardziej intrygujących terminów zalicza się pojęcie „film filmowy”. Pojęcia tego użył w swoim czasie wybitny teoretyk filmu Siegfried Kracauer, stwierdzając: „Może to brzmieć zaskakująco, ale od czasów Lumière’ów było tylko kilka prawdziwie filmowych filmów”. Po czym sens swojego spostrzeżenia dopowiedział, że chodzi o „filmy bez - niechby przelotnego - obrazu ulicy”.

Kracauerowi chodziło o kino dokumentujące bieg wydarzeń nieoczekiwanych, losowych, przypadkowych. Słowem, o obrazy „życia schwytanego na gorąco”.

Po kinematografie braci Lumière ekrany zdominowały iluzjonistyczne fantasmagorie Georgesa Mélièsa.

Ale to już inna bajka.

henryk.tronowicz@polskapress.pl

Henryk Tronowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.