Błyskotliwy triumf Kina Nowej Przygody

Czytaj dalej
Fot. Lucasfilm - Disney
Henryk Tronowicz

Błyskotliwy triumf Kina Nowej Przygody

Henryk Tronowicz

Od piątku na ekranach kin w całym świecie grany jest najnowszy odcinek najsłynniejszej filmowej sagi „Gwiezdnych wojen” .

Potęga ekranowego mitu „Gwiezdnych wojen” ciągle może zdumiewać wigorem i inscenizacyjną żywotnością. Tak samo zdumiewa pojemnością przestrzeni, w której rozgrywają się widowiskowe starcia herosów, toczone w odwiecznym konflikcie między Dobrem a Złem. Nie najmniej ważne jest też to, że inscenizatorzy kolejnych odcinków sagi nie ignorują rozrywkowej funkcji spektaklu.

Dobiega czterdzieści lat od pojawienia się pierwszego filmu tej fenomenalnej baśni wymyślonej przez George’a Lucasa. Warto przypomnieć, że Lucas po premierze tytuł rozszerzył dodając: „Nowa nadzieja”.

Przed rokiem powstały „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”. To była część siódma serii. Od tej pory kontynuacje kosmicznych przygód mają pojawiać się co roku jako prezent dla młodzieżowej widowni przed każdymi świętami Bożego Narodzenia.

Skąd wziął się... Łotr?

Przedwczoraj na ekrany światowych kin weszła zupełnie inna część sagi. Opatrzono ją długim tytułem „Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie”. Chodzi o objaśnienie odmiennego charakteru „Łotra 1”, którego akcja odbywa się jakby obok głównego nurtu sagi. Fabuła filmu wyprzedza bowiem zdarzenia przedstawione w... „Nowej nadziei”.

Symbolem łączącym „Łotra 1” z klasyką serii jest Gwiazda Śmierci. Galaktyczne Imperium jest bliskie osiągnięcia władzy absolutnej, której narzędziem ma stać się owa „zabójczyni planet”. Natomiast w bazie przywódców Sojuszu Rebeliantów dominują nastroje rezygnacji. Wyłania się jednak grupa ochotników do misji - teoretycznie niewykonalnej - zmierzającej bowiem do wykradzenia z archiwum Imperium dysku z instrukcją zniszczenia tej nowej niesamowitej broni.

Na czele śmiałków staje - wyzwolona przez Rebeliantów z więzienia - kryminalistka Jyn Erso. To jej ojciec zaprojektował najstraszliwszą z wyobrażalnych broni. A jednak - sprzeniewierzając się Imperatorowi - projektant ukrył fortel pozwalający Gwiazdę Śmierci wysadzić w kosmiczną próżnię. Skąd wziął się w tym wszystkim... Łotr? Nie wyjawię. To trzeba samemu zobaczyć w kinie.

Western i hologram

„Łotr 1” to nowy błyskotliwy triumf Kina Nowej Przygody. Twórcy, nie odchodząc od motywów przedstawianej zawsze w sadze ideologii, dają perfekcyjny popis filmowej technologii. Ale wykorzystują nie tylko poetykę science-fiction. Dla przykładu: rodowód prologu „Łotra” tkwi w klasyce westernu. A z kolei w momencie decydującym dla głównej intrygi w tej fabule odwołują się do hologramu. Może nieco przeholowano w ujęciach zmasowanych lotów międzygwiezdnych promów i śmigających jonowych torped. Ale efekty specjalne są wykonane nienagannie.

Sztuka cyfrowej reanimacji

Film wyreżyserował brytyjski twórca Gareth Edwards (dwa lata temu nakręcił „Godzillę”, wpływy kasowe wyniosły 600 mln dolarów). Edwards posłużył się w „Łotrze” dość osobliwym zabiegiem w fotografowaniu postaci gubernatora Tarkina, jednego z bohaterów „Nowej nadziei”. Rzecz w tym, że byłoby próżno szukać nazwiska nieżyjącego aktora Petera Cushinga, odtwórcy roli Tarkina na listach wykonawców w „Łotrze”. Postać ta została finezyjnie odtworzona techniką cyfrowej reanimacji.

Za to inne wrażenie Edwards wywołuje w scenie finałowej filmu. Widz przeciera oczy na widok Lei, która dostaje do rąk wspomniany dysk. A jednak to nie jest tamta pamiętna aktorka Carrie Fisher. Epizodyczną postać księżniczki Lei w „Łotrze” zagrała Ingvild Deila.

Robot wywołuje salwy śmiechu

Zachowując szacunek dla konwencji George’a Lucasa, Edwards doprowadza publiczność do gromkiego śmiechu odzywkami droida K-2SO (przeprogramowanego robota, który kiedyś służył Imperium). Kiedy ówże K-2 prowadzi grupę rebeliantów i uliczny patrol imperialnych szturmowców chce mu ją odebrać, on z właściwą dla robota logiką ripostuje: „Ależ prowadzę więźniów, żeby ich uwięzić w więzieniu”.

Wedle moich odczuć, akcja „Łotra 1” toczy się wartko, choć film nie jest bez wad. Może na przykład trochę nudzić monotonna biel kombinezonów żołnierzy Imperium. Przestają oszałamiać repetowane mechanicznie sceny powalania tych żołnierzy przez nieustraszonych Rebeliantów.

Dodajmy, że tamte pierworodne „Gwiezdne wojny” Lucasa (1977) zdobyły siedem Oscarów. Czy „Łotr 1” doczeka się powtórki?

Henryk Tronowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.