Będziemy dalej spacerować

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Barbara Szczepuła

Będziemy dalej spacerować

Barbara Szczepuła

- Młodzież nie jest stadem baranów, które trzeba wyprowadzać na pastwisko - mówi Bożena Rybicka-Grzywaczewska.

Bożena Rybicka-Grzywaczewska jest dumna ze swojej córki Marianny i innych młodych ludzi, którzy wyszli na ulice w obronie konstytucji i sądów. Marianna wrzuciła na Facebooka plakat zaprojektowany w ubiegłym roku przez Lukę Rayskiego, z którym współtworzyli projekt Demokracja Ilustrowana. Zastanawiali się wtedy w grupie przyjaciół nad patriotyzmem, nad jego formą graficzną, która nie kojarzyła by się z hasłem „Polska dla Polaków”, ani z ciągle eksploatowanym znakiem Polski Walczącej. Aby łączyła a nie dzieliła. Luka Rayski wpisał dwa słowa „ty” i „ja” w coś wielkiego, a mianowicie w konstytucję. To jest znak prosty i piękny zarazem. Tak więc gdy Marianna umieściła teraz ten plakat na Facebooku, z miejsca zaczął żyć własnym życiem. Ktoś go wydrukował i przyniósł pod budynek Sejmu. Następnie wydrukowano czterysta egzemplarzy, a potem cztery tysiące, wreszcie - kilkanaście tysięcy… Podoba się młodym, bo niczego nie narzuca ale pokazuje związek każdego z nich - mnie, ciebie, ciebie i ciebie - w ważny akt prawny. I domaga się, że w razie zagrożenia musimy go bronić. Ta symbolika przemówiła do ludzi. Jeszcze raz okazało się, że sztuka jest ważna także w trudnych czasach.

- Byłam zaskoczona widząc te tłumy młodych na ulicach - mówi dalej Bożena Rybicka-Grzywaczewska, a ja ciągle widzę ją młodą i piękną w Sierpniu’80 w Stoczni im. Lenina jak modli się wśród robotników w pobliżu sławnej potem na cały świat bramy numer dwa. Ile wtedy trzeba było do tego odwagi!

- Ci młodzi na ulicach wywoływali nie tylko zdumienie ale też wielką radość. Jest przecież środek lata, plaże zapraszają, kuszą pootwierane szeroko drzwi klubów, a oni - poważni - demonstrują z plakatami, ze świecami… Tu nie da się niczego zakłamać. Słyszę prymitywne pytania: kto wyprowadził młodzież? I jeszcze bardziej prostacką odpowiedź, której władza sama sobie udziela, że to „ulica i zagranica”. Nabieram więc pewności, że rządzący tracą kontakt z rzeczywistością. Młodzież to nie stado baranów, które trzeba wyprowadzać na pastwisko. Wydawało się ludziom władzy, że konstytucja to abstrakcja i nikogo nie ruszy. Granica została jednak przekroczona i ruszyła fala. Młodzi przekonali się, że mogą mieć realny wpływ na swoje życie.

***

Tak, Rubikon został przekroczony - mówi mi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.

- Jeśli ktoś tak zrównoważony jak Aleksander Hall wezwał do wydania oświadczenia w imieniu środowiska Ruchu Młodej Polski, oświadczenia wyrażającego głęboki niepokój, to coś w tym jest. Byłem jednym z najmłodszych uczestników tego ruchu i jestem dumny, że do tego środowiska należałem. Proszę zauważyć, że jeszcze przed uchwaleniem ustaw o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym i KRS, parlament zdominowany przez PiS uchwalił ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych. Bogu dzięki pan prezydent ją zawetował jako pierwszą. Cieszę się jako samorządowiec, bo była to bardzo zła ustawa, paraliżująca działanie samorządu terytorialnego. Także niekonstytucyjna zresztą. Jestem przekonany, że wpływ na to weto miał opór samorządowców, którzy spotykali się z panem prezydentem Dudą. Równie ważne dla samorządów są sądy. Niezależne sądy. Nie zawsze się zgadzamy z ich orzeczeniami, ale nie można leczyć przeziębienia środkami na cholerę. Czeka nas jeszcze bój o media, to dopiero będzie się działo.

***

- Niektórzy z nas przekonali się na własnej skórze czym jest dla obywateli podporządkowanie sądów i sędziów władzy politycznej. Byli inwigilowani, osadzani w aresztach - mówi Mirosław Rybicki, szef Fundacji im. Arama Rybickiego, były działacz Ruchu Młodej Polski.

W RMP działały jego siostry i bracia, Bożena oczywiście, a także Arkadiusz zwany Aramem, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

- I dlatego, że mamy doświadczenia z PRL uznaliśmy za konieczne wydanie oświadczenia, w którym formułujemy nasz sprzeciw wobec łamania prawa przez władze. Potrafiliśmy to robić gdy odwaga miała swoją cenę, więc uznaliśmy, że nasz głos sprzeciwu ważny będzie i teraz. Większość młodopolaków jest przeciwna działaniom obecnego rządu, bo jego posunięcia są sprzeczne z naszą deklaracją ideową. Pozostajemy jej wierni.

- Niektórzy dawni członkowie RMP stoją po drugiej stronie barykady - przerywam. Na przykład gdańska radna, która proponuje, by posłankę PO „ogolić na łyso”…

- Ma prawo powoływać się na RMP, bo wydrukowała w swoim czasie ulotki i została za to aresztowana. Ale nasze drogi się rozeszły. A nasze oświadczenie podpisali także członkowie RMP, którzy obecnie nie zajmują się polityką, poszli własnymi drogami ale teraz uznali, że nie mogą milczeć. Uznali, że polskie sprawy idą w złą stronę. Choćby Wiesław Walendziak, kiedyś znany dziennikarz, potem prezes TVP, minister w rządzie Jerzego Buzka, w 2001 roku wybrany do Sejmu z list PiS, dziś w biznesie, czy Marek Tokarczyk, wydawca, współwłaściciel księgarni na Uniwersytecie Gdańskim. Pod oświadczeniem są podpisy Małgosi Rybickiej, wdowy po Aramie, która poświęciła się pracy z osobami autystycznymi, Sławka Czarlewskiego, dyplomaty, byłego konsula generalnego w Lyonie i ambasadora RP w Królestwie Belgii, Jarka Kurskiego, zastępcy redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, Piotra Dyka, lekarza mieszkającego w USA ale żyjącego sprawami Polski, Lecha Jeziornego z Krakowa, którego tragiczna historia stała się podstawą filmu „Układ zamknięty”, Pawła Adamowicz i Jacka Karnowskiwego, prezydentów Gdańska i Sopotu, Ryszarda Grudy, niegdyś wiceprezydenta Gdańska, dziś - architekta, Pawła Zbierskiego, dziennikarza telewizyjnego…

Mirosław Rybicki nie sądzi, żeby władze przejęły się tym oświadczeniem, ale przypomina tytuł jednej z książek Józefa Mackiewicza: „Nie trzeba głośno mówić”. Tej, pisanej dzisiaj przez protestujących Polaków można by dać tytuł „Trzeba głośno mówić”. Nadszedł moment, w którym należy się określić.

***

Telefonuję do Pawła Zbierskiego. Jest w Paryżu. Nie na wakacjach lecz w pracy. Był dziennikarzem gdańskiej telewizji. Nie chciał pracować w firmie zarządzanej przez Jacka Kurskiego, przez rok szukał jakiegoś zajęcia. Obecnie zatrudnił się w Fontaine Media w Paryżu. Robi filmy dokumentalne, w planach ma film o gdańskim malarzu Lipczyńskim.

- Jeśli będzie trzeba - mówi mi - będziemy wyrażać swój sprzeciw na placu Bastylii.

Oświadczenie podpisał, bo uważa że należy oddzielać światło od ciemności.

- Smutne jest to - ciągnie - że wracamy do punktu wyjścia. Znów musimy walczyć o te same wartości, o wolność, swobodę wypowiadania się, niezależność myślenia, suwerenność. Musimy teraz protestować, nazywać rzeczy po imieniu, Olek Hall, nasz guru zawsze przywiązywał do tego dużą wagę…

***

Oświadczenie środowiska Ruchu Młodej Polski zredagował właśnie Aleksander Hall. Kiedyś współzałożyciel i lider RMP, w wolnej Polsce minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, poseł, publicysta polityczny, dziś profesor wyższej uczelni. Jego wydana w ubiegłym roku książka nosi tytuł „Zła zmiana”. Hall nie ogranicza się jednak do opisu niebezpieczeństw związanych z rządami PiS, wskazuje działania, jakie należy podjąć by powstrzymać destrukcję. Ale konstatuje jednocześnie: „Opozycja nie może ulec pokusie, by w politycznym przeciwniku - nawet takim, który bardzo szkodzi ojczyźnie - widzieć wroga i jak wroga go traktować. Musi strzec się nienawiści”. Mówi wprost politykom PiS: szkodzicie Polsce! Ale pisze też: „Nawet teraz, w okresie wielkiej politycznej polaryzacji, nie można zapominać, że w przyszłości najważniejszym zadaniem będzie odbudowanie poczucia narodowej wspólnoty”.

- Poruszyły nas protesty przeciw niezgodnym z konstytucją ustawom uchwalonym przez posłów PiS - wyjaśnia mi Aleksander Hall. - Ustawom potencjalnie niebezpiecznym dla obywatelskich wolności. Spędziliśmy młodość w systemie, w którym te wolności były permanentnie zagrożone, a wymiar sprawiedliwości był de facto podporządkowany jednej partii. Nie chcemy powrotu takiego systemu. Dlatego uczestniczymy w protestach, dlatego wydaliśmy oświadczenie, w którym stwierdzamy, że wprowadzane przez PiS i jego sojuszników gwałcące konstytucję zmiany ustroju mają na celu ustanowienie w naszym państwie faktycznej dyktatury. Przy zachowaniu fasady demokratycznych instytucji.

- Przedstawiciele władz twierdzą, że demokracja nie jest zagrożona, bo przecież wolno demonstrować. Jak więc to jest? - pytam.

- Autorytaryzm nie rodzi się jednego dnia. To jest proces. Kropla po kropli. I każdy, kto ma nieco wyobraźni i zna historię wie, że idziemy do autorytaryzmu i zdaje sobie także sprawę, że jesteśmy już zaawansowani na tej drodze. Polska jest dziś wolna w tym sensie, że jest państwem suwerennym. Ale nie jest już państwem prawa i nie jest państwem w którym reguły konstytucji są przestrzegane. To oczywiste.

***

- Z Ruchu Młodej Polski wynieśliśmy przekonanie - dodaje Bożena Rybicka-Grzywaczewska - że w sprawach ważnych dla kraju należy zabierać głos. Gdy w 1976 roku PZPR wprowadzała zmiany w konstytucji, nie naszej przecież, ale jednak obowiązującej, podpisywaliśmy list protestacyjny. A teraz ustawami próbuje się zmienić konstytucyjny ustrój państwa! „Masz mało czasu, musisz dać świadectwo” - pisał Zbigniew Herbert. Nasze oświadczenie jest jasne i stanowcze, ale dalekie od agresji. I dlatego stałam razem z Marianną przed sądem w Gdańsku. W pierwszym rzędzie. Jeśli trzeba będzie - staniemy znowu. Albo będziemy spacerować.

Barbara Szczepuła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.