Bądźmy otwarci, inwestujmy we własną myśl [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Przemek Świderski
rozmawiał Jacek Klein

Bądźmy otwarci, inwestujmy we własną myśl [ROZMOWA]

rozmawiał Jacek Klein

Rozmawiamy z Maciejem Dobrzynieckim, wiceprezesem zarządu Business Centre Club, kanclerzem Loży Gdańskiej BCC.

Rozwój gospodarki wymaga kapitału. Dzisiaj nie jest o niego łatwo. Zaufania brakuje na rynku kapitałowym, każdy patrzy sobie na ręce i oczekuje gwarancji. O tym m.in. będzie mowa na Europejskim Kongresie Finansowym.

Przed bańką nieruchomościową i kryzysem finansowym światowa gospodarka, zwłaszcza sektor finansowy, kilkakrotnie dawała sygnały, że potrzebuje nadzoru i nie może być pozostawiona sama sobie.
Przeciętny obywatel, a nawet firmy, nie do końca rozumiały zasady funkcjonowania rynku finansowego i rozbudowanych instrumentów pochodnych. Rezultatem kryzysu finansowego, spowodowanego nadużyciem zaufania w sektorze, było przekazanie odpowiednim instytucjom narzędzi (często poprzez ich utworzenie, jak choćby w przypadku FCA czy PRA w Wielkiej Brytanii), które miały na celu bardziej efektywne monitorowanie rynków finansowych, a także powołanie do życia wielu inicjatyw, których efektem miało być lepsze zabezpieczenie interesu przeciętnego uczestnika rynku finansowego (nawiązuję tutaj choćby do ustawy Dodd-Frank obowiązującej w Stanach Zjednoczonych od 2010 r.) Podjęcie takich działań wyeliminowało w jakimś stopniu zagrożenie kolejnym kryzysem, a przynajmniej zapewniło rynek o większym stopniu nadzoru.


Czy w wyniku utrudnionego dostępu do finansowania MŚP oraz nowych przedsiębiorstw rolę dostarczyciela kapitału powinien przejąć sektor prywatny?

Pozyskiwanie finansowania tradycyjnymi metodami, jak choćby poprzez kredyt bankowy, nadal jest możliwe. Jednak w przypadku decyzji o pozyskaniu kapitału, przedsiębiorca powinien zadać sobie pytanie, co oprócz walorów finansowych zyskuje dzięki zastrzykowi gotówki? Odpowiedzią na to pytanie jest choćby przykład pięciu firm o najwyższej kapitalizacji na świecie, tj. Apple, Alphabet (Google), Microsoft, Amazon i Facebook. Co je łączy? Każda z nich otrzymała finansowanie od funduszy typu venture capital, które to poza zapewnieniem inwestycji, umożliwiły każdemu z tych globalnych gigantów bardziej dynamiczny rozwój dzięki imponującej sieci kontaktów, a także dzielenia się własnym doświadczeniem biznesowym. Pomimo tego, że fundusze Venture Capital działają na rynku globalnym już wiele lat, moim zdaniem nadszedł czas zwrócenia się do tych wyspecjalizowanych instytucji również w Polsce, aby pomogły rozkręcić gospodarkę poprzez inwestowanie w szereg przedsięwzięć nakierowanych głównie na innowacje. Jednak warto pamiętać, że fundusze venture capital to nie jedyne instytucje, które mogą pomóc przedsiębiorstwom w osiągnięciu odpowiedniej skali i sukcesu międzynarodowego. Nawiązuję tutaj do funduszy typu Private Equity oraz Corporate Venture Capital. Warto przywołać choćby przykład najgorętszej w ostatnim okresie transakcji w Polsce, tzn. zakupu Grupy Allegro przez konsorcjum wiodących funduszy Private Equity w Europie za kwotę bliską 13 mld zł. Istotnym graczem w przestrzeni funduszy VC czy też PE jest również państwo lub instytucje ściśle powiązane z organami państwowymi. Doskonałym przykładem podmiotów, które od lat wspierają rozwój przedsiębiorstw w Europie są Europejski Fundusz Inwestycyjny, a także Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. W Polsce podobną ambicję ma, powołany przez Ministerstwo Rozwoju, Polski Fundusz Rozwoju. Warto tutaj wspomnieć o najnowszej inicjatywie PFR, jaką jest PFR Ventures, działającej w modelu funduszu funduszy. Powołany niedawno PFR Ventures to nic innego jak stymulacja inwestycji venture capital na zasadzie zaangażowania się w projekt w zamian za oczekiwanie zwrotu z inwestycji. Koniecznym jest zaznaczyć, że fundusz PFR oczekuje zwrotu z nadwyżką, a zatem nie działa na zasadzie dotacji, przyciągając tylko najbardziej ambitne fundusze do współpracy.

Czy prywatny inwestor posiada doświadczenie, które umożliwi mu weryfikację tego, czy jakiś projekt rokuje i warto w niego inwestować?

Mamy, nawet na Pomorzu, wiele firm, które mają zyski i zastanawiają się, w jakie projekty ulokować ten kapitał. Zachęcamy do tego, aby wówczas podejmować działania nakierowane na inną gałąź gospodarki niż obecna domena działalności, aby zwyczajnie dywersyfikować biznes. Można to robić właśnie poprzez inwestowanie w innowacje. Zwiększając budżet firmy na działalność R&D poprzez bezpośrednie inwestowanie w innowacyjne projekty, tzw. Startupy- najskuteczniej realizujemy wspomnianą strategię. Niektóre firmy decydują się na niezależne inwestycje w takie podmioty, inne korzystają z doświadczenia zgromadzonego poprzez wspomniane już fundusze VC, które poza zgromadzoną wiedzą i doświadczeniem przyciągają swoich inwestorów (takich jak choćby prywatni inwestorzy) tzw. podejściem portfelowym. Nawiązuję tutaj do niestety częstych niepowodzeń młodych firm technologicznych- jak wiadomo część z nich bankrutuje, inna część rozwija się i zostaje bardzo przyzwoitymi przedsiębiorstwami. Istnieje również najmniejszy odsetek tych, które na nowo definiują znane wszystkim branże, rewolucjonizując model biznesowy, łańcuch dostaw, czy najzwyczajniej wprowadzając wcześniej nieistniejącą technologię w życie. To właśnie na te firmy poluje każdy fundusz VC.

Mamy już takich inwestorów, wspominane przez Pana fundusze specjalizujące się w takich inwestycjach?

Oczywiście. Przykładem jest choćby Gdański fundusz Black Pearls VC, największy w Polsce północnej fundusz venture capital inwestujący w przeróżne innowacyjne projekty. Fundusz ten inwestuje w tzw. Life Quality Technologies, a zatem technologie poprawiające jakość ludzkiego życia, a zatem nowoczesne rozwiązania z zakresu opieki zdrowia, biotechnologii, transportu, ale także te mniej oczywiste, jak choćby sektor kosmiczny, sztuczną inteligencję czy automatyzacje procesów biznesowych. Nadszedł czas zupełnie nowych technologii. Internet rzeczy, cloud computing, sztuczna inteligencja - to właśnie przyszłość. Co więcej, przeszliśmy z fazy dobra w postaci towaru, do dobra w postaci informacji. Przywołując tutaj ponownie piątkę największych firm świata, warto zauważyć, że potęga każdej z nich w dużej mierze oparta jest właśnie na sile informacji.

Aby taki biznes mógł się wykreować, musi powstać najpierw system przepływu informacji między pomysłodawcą a inwestorem.

Chciałbym, aby w Polsce, wzorem innych krajów, organizowane były w tym celu specjalne fora i konferencje, podczas których najlepsze polskie uczelnie miałyby możliwość przedstawienia innowacyjnych produktów inwestorom i funduszom inwestycyjnym. Tego typu rozwiązanie gwarantowałoby skrócenie okresu wprowadzenia nowych pomysłów na rynek i znacząco usprawniłoby transfer nauki do biznesu. Obecnie najbardziej prestiżowe uniwersytety na świecie prowadzą podobne inicjatywy, stąd też istnieją gotowe rozwiązania, które wystarczy jedynie przełożyć na polski rynek. Być może te rozwiązania przyczyniłyby się również do redukcji ilości polskich naukowców wyjeżdżających za granicę. Należy tutaj czerpać wzorce z zaimplementowanych już rozwiązań istniejących w USA oraz przodujących gospodarkach Unii Europejskiej.

Patrząc na to, co dzieje się z Unią Europejską, a nie dzieje się dobrze, nasuwa się pytanie, czy to aby na pewno kierunek, w którym powinno się teraz podążać.

UE może ulec pokusie podążania ku Europie dwóch prędkości. Postępowanie krajów, które są beneficjentami programów pomocowych, takich jak Węgry czy Polska, może być odebrane jako chęć tylko i wyłącznie korzystania z przywilejów, bez respektowania obowiązków i zaleceń. Może być to argument dla trzonu Wspólnoty do skoncentrowania się na szybszym rozwoju strefy euro, a dla pozostałych krajów do pozostania przy zasadzie ogólnej współpracy. W tym miejscu należy podkreślić, że Europa dwóch prędkości pozostawiłaby nas jako naród, jak i gospodarkę, na bocznym torze, a historycznie pozostanie poza głównym nurtem z reguły kończyło się upadkiem.

Kontestujemy UE, ale chętnie sięgamy po jej pieniądze. To jedno. Drugie to świadomość, że aby utrzymać tempo wzrostu potrzebne jest rozluźnienie dostępu do rynku pracy dla obcokrajowców. W tym obszarze także jesteśmy kontestatorami, czy rozumiemy, że to konieczność?

Sądzę, że konsensus między przedsiębiorcami i związkami zawodowymi, głównymi graczami na rynku pracy co do akceptacji pewnej liczby obcokrajowców, którzy chcą u nas pracować, został osiągnięty. Proszę zwrócić uwagę, że kiedyś mówiliśmy, iż z Ukrainy do Polski przyjeżdżają tylko pomoce domowe czy niewykwalifikowani pracownicy. Dzisiaj jest to kadra inżynierska, specjaliści utrzymania systemów informatycznych, itp. Szkoły zaczynają sygnalizować potrzebę uczenia dzieci rodzin ze wschodu. Mamy także pracowników z Indii, Hiszpanii, Włoch czy Niemiec i Skandynawii. Musimy się pogodzić z tym, że jeżeli chcemy odgrywać rolę hubu w wielu dziedzinach, musimy być otwarci na inne narody. Ta otwartość jest coraz większa i wydaje się, że Pomorze i Trójmiasto zaczyna na tym wygrywać, przyciągając atrakcyjne inwestycje. To ma także kluczowe znaczenie dla systemu finansów publicznych. W Niemczech przykładowo zdano sobie sprawę, że jeśli nie nastąpi ilościowe zasilenie rynku pracy, za sześć lat nie będzie miał kto płacić podatków, aby utrzymać system emerytalny.

Ciągnąc trochę wątek kontestowania, chcemy, aby nasz kraj się bogacił, ale z drugiej strony wiele firm, jak tylko ma taką możliwość, wyłamuje się z tzw. solidarności podatkowej, o której będzie mowa na Europejskim Kongresie Finansowym. Rejestruje działalność tam, gdzie zapłaci mniej.

Jednym z elementów współczesnego patriotyzmu jest płacenie podatków w kraju, gdzie prowadzi się działalność gospodarczą. Czas walki o wolność naszego narodu już dawno się skończył - teraz czas na wykazanie się patriotyzmem w codziennym życiu i rozwoju krajowej gospodarki. Rozumiem jednak, że prawem każdego przedsiębiorstwa, w ramach swobody działalności gospodarczej, jest możliwość stworzenia oddziału firmy w dowolnym państwie UE i nie należy dopatrywać się w tym działalności na szkodę państwa, jeśli prowadzi to, lub jest to skutkiem, globalnych ambicji firmy i rzeczywistej chęci rozwoju w danym kraju.

Wracając do przyszłości UE, jako przedsiębiorca obawia się Pan tego, że może dojść do ograniczenia przepływu kapitału czy siły roboczej we wspólnocie?

Nie wyobrażam sobie momentu, w którym moglibyśmy utracić przywilej wolnego handlu z państwami UE, będącymi odbiorcami 80 proc. naszego eksportu (dane GUS ze stycznia 2017), który wciąż wzrasta. W zeszłym roku poprawiliśmy wynik o niecałe 2 proc., dochodząc do kwoty eksportu w wysokości 168 mld euro. Polski eksport do Niemiec zwiększył się zaś o prawie 2,5 proc. i wyniósł blisko 46 mld euro w roku 2016. Eksperci oceniają, iż dobra koniunktura niemieckiej gospodarki może być bezpośrednim wsparciem dla polskiego eksportu w nadchodzących miesiącach. Wolę zatem nie myśleć o skutkach takiego ograniczenia dla naszej małej, w globalnej perspektywie, gospodarki. Przyszłością Polski jest taki udział w międzynarodowym rynku pracy, abyśmy byli globalnym graczem nie tylko na rynku surowcowym, ale też na rynku produktów wysokoprzetworzonych. Fundamentalną zasadą naszej obecności na rynku globalnym jest dla mnie pełna przynależność Polski do Unii Europejskiej.


j.klein@prasa.gda.pl

rozmawiał Jacek Klein

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.