Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat

Czytaj dalej
Fot. Edyta Rożek
Tomasz Chudzyński

Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat

Tomasz Chudzyński

List w butelce to archaiczny sposób komunikacji, kapsuła czasu, dawna marynarska tradycja, wykorzystywana także do naukowych badań oraz rozrywki.

Butelka z listem prawie miesiąc stała na półce w mieszkaniu rybaka z Krynicy Morskiej. Kryniczanin „złapał” ją w swoje sieci pod koniec ubiegłego roku. Niemal przezroczysta butelka była zamknięta porcelanowym korkiem. Na szkle znajduje się napis Gebr. Herkenrath Elbing, co świadczy o tym, że była niegdyś wypełniona jednym z produktów małego, przedwojennego elbląskiego browaru.

- Mój brat, który wyłowił tę butelkę widział, że wewnątrz jest list - tłumaczy Edyta Rożek, siostra znalazcy. - Nie zdecydował się jednak otworzyć przesyłki. Musiałam to zrobić ja. Byłam bardzo ciekawa, co to za wiadomość.

Wewnątrz znajdował się list napisany w języku niemieckim. Widniała na nim data - 8 lipca 1929 r.

Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat
Edyta Rożek Byłam bardzo ciekawa, co to za wiadomość - mówi Edyta Rożek, której brat wyłowił wiekowy list

Ostatnie słowa

Marynarze za pośrednictwem tzw. poczty Neptuna, gdy nieznana była łączność radiowa (lub gdy nie była możliwa), przekazywali w listach w butelce dramatyczne wieści z pokładów tonących jednostek. W 1956 roku znaleziono czytelną wiadomość wysłaną z pokładu parowca Pacific. Statek ten zatonął sto lat wcześniej. Na jego pokładzie znajdowało się ponad 200 pasażerów. Autor listu w butelce, ginący pasażer „Pacifica”, swoje ostatnie słowa skierował do córki, załączył także testament. W 1750 r. angielski marynarz statku „Brethren of Coast” napisał słowa pożegnania do swojej rodziny. List wraz z fragmentem mapy i informacją, że jego statek płonie na środku Atlantyku, włożył do butelki i wrzucił do wody. Przez wiele lat „Brethren of Coast” uznany został za zaginiony bez wieści. Jakie były jego losy wyjaśniło się dopiero wtedy, gdy znaleziono list w butelce.

Podobnych przykładów dramatycznych przekazów historia obecności ludzi na morzu zna bardzo dużo. To prawdziwe opowieści z zaświatów.

Jednym z najstarszych ma być według niektórych przekazów list w butelce, który Krzysztof Kolumb wrzucił z pokładu „Santa Marii” w 1493 r., w czasie rejsu powrotnego po odkryciu nowych ziem. Wiadomość napisaną ręką odkrywcy znaleziono w 1852 r. w pobliżu Gibraltaru. Jednak jej autentyczność wielokrotnie podważano.

Raczej rozrywka

Krystyna Pohl, autorka artykułu poświęconego tradycji listów w butelce zaznacza, że dramatyczne przesłania to tylko jeden z elementów tradycji poczty Neptuna.

- Ciągle wiele osób bardziej dla żartu i przygody niż z powodów zagrożenia życia wysyła w świat pocztę Neptuna - pisała Krystyna Pohl na Portalu Marynarskim. - Mieszkaniec Wyspy Księcia Edwarda od dwóch dekad wrzuca do Atlantyku butelki z listami. Wysłał ich ponoć już prawie pięć tysięcy i na ponad połowę uzyskał odpowiedzi z całego świata. Kilka lat temu 11 -chłopiec z miasteczka Brockport (stan Nowy Jork) napisał list o sobie, o rodzinnym miasteczku, zamknął go w butelce, a znajomy rybak wrzucił ją do oceanu. Jakież było jego zdumienie, gdy po kilku miesiącach dostał odpowiedź przysłaną droga e-mailową. Jego butelka z listem została odnaleziona na Azorach.

Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat
Edyta Rożek Papier listu, który pływał zamknięty w butelce przez 90 lat był pożółkły, pogięty. Jednak napisany niebieskim atramentem tekst można było bez trudu odczytać

Dwa lata temu bibliotekarki z Gdyni natknęły się na plaży w Rowach na wiadomość w butelce, która pochodziła od 11-letniej wówczas Hanny, mieszkanki niemieckiej miejscowości Sellin. Przedstawicielki biblioteki, po odczytaniu i przetłumaczeniu wiadomości, nawiązały z autorką kontakt za pomocą „nieco bardziej standardowej” korespondencji - maila i lądowej poczty.

Przesłanie sprzed lat

List wyłowiony w wodach Zalewu Wiślanego również został wysłany dla rozrywki. Edyta Rożek treść zamieściła w mediach społecznościowych. Papier, na którym napisana została wiadomość w kilku miejscach był pożółkły i przetarty, ale tekst napisany niebieskim atramentem, po niemiecku, można było bez problemu odczytać. Przesłanie, jak się okazało sprzed 90 lat, zostało szybko przetłumaczone przez znajomych Edyty Rożek. 8 lipca 1929 r. niejaki Erich Sanitter z ówczesnego Waldenburga (dziś Wałbrzych) wrzucił list w butelce do wody z pokładu parowca „Kahlberg”, kursującego między Gdańskiem a Pilawą. „Jeśli butelka zostanie znaleziona, prześlij mi wiadomość, kiedy i gdzie została znaleziona” - pisał 90 lat temu Erich Sanitter, dodając swój adres i adnotację „Zwrócę koszty” w post scriptum.

Artykuł, w którym opisywaliśmy w „Dzienniku Bałtyckim” to znalezisko, trafił do Petera Scharsteina z okolic Kilonii, blogera, znawcy tematyki listów butelce, autora artykułów dotyczących historycznych znalezisk.

- Tekst ten jest typową wiadomością w butelce, jaką często wysyłają turyści, dla rozrywki. List jest dość klasyczny: zawiera miejsce i czas wrzucenia, prośbę o odpowiedź, adres, tutaj nawet z obietnicą zwrotu opłaty pocztowej. Autor nie musiał skąpić - charakteryzował znalezisko rybaka z Krynicy Morskiej Peter Scharstein na swoim blogu flaschenposten.wordpress.com.

Warto zaznaczyć, że przed I wojną światową i po jej zakończeniu żegluga pasażerska między portami Pomorza i Prus (szlakiem rzek i Zalewu Wiślanego) kwitła. Statki kursowały między Gdańskiem, Elblągiem, Królewcem, Krynicą Morską i Piławą. Mierzeja Wiślana, Krynica Morska (nosząca niemiecką nazwę Kahlberg) były celem urlopowym mieszkańców różnych części Niemiec (choć nie tylko). Region ten od początku XX wieku intensywnie rozwijał się pod kątem turystycznym. Mieszkaniec ówczesnego Waldenburga wysłał zapewne swój list w butelce w czasie wakacji w Gdańsku lub na Mierzei Wiślanej.

Scharstein wnioskuje po charakterze i „jakości” listu, że jego autor był członkiem klasy średniej, do napisania tekstu posłużył się stalówką i kałamarzem z atramentem. Bloger przypuszcza, że staranny charakter pisma może świadczyć o tym, że nie został on napisany na wodzie (chybotliwy pokład), tylko w apartamencie na lądzie. Z drugiej strony śródlądowa trasa między Gdańskiem a Piławą (obecny Bałtijsk w rosyjskim Obwodzie Kaliningradzkim) jest zazwyczaj gładka jak stół.

Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat
Wikicommons Listy w butelce to dawna marynarska tradycja

Historyczne listy w butelce to także obiekt kolekcjonerskiego kultu. Takie obiekty, zdobiące półki wielu prywatnych kolekcji, są w stanie osiągnąć bardzo wysokie ceny. Ich rynek jest na tyle atrakcyjny, że przyciągnął różnej maści oszustów, preparujących takie znaleziska.

Dziś zjawisko poczty Neptuna ma również społeczny aspekt. Na przełomie 2012 i 2013 r. gdańska Fundacja „Sztuka Życia - Niepokonani” przygotowała niezwykłą, butelkową wiadomość - list z marzeniami seniorów, osób niepełnosprawnych z Pomorza, Warsztatów Terapii Zajęciowej i podopiecznych fundacji. Powielony i przetłumaczony na angielski, niemiecki, hiszpański i japoński list został wysłany pocztą Neptuna, w trzech miejscach na Pacyfiku. Fundacji pomogli marynarze jednostek „Charleston”, „Master of Cap Portland” oraz „ Santa Belina”, którzy zabrali na pokład listy a następnie powierzyli je morzu.

Osiem lat temu „antywojenny” list w butelce od syna mężczyzny, który zginął w czasie zatopienia niemieckiego statku „Wilhelm Gustloff” został znaleziony w Łebie.

- Zróbmy coś, aby podobna historia nie wydarzyła się nigdy więcej. Cieszę się, że przeczytałeś ten list. Pomyślnych wiatrów! - życzył czytelnikowi wiadomości jego autor, Ralf Uka.

Peter Scharstein sam regularnie wysyła wiadomości drogą morską. Czytelników swojego bloga, którzy również chcieliby skorzystać z poczty Neptuna, instruuje dokładnie jak przygotować list w butelce, jak go zabezpieczyć i co powinno się w nim znaleźć (najważniejsze będą przywitanie, data wysłania, prośbę o odesłanie z adresem, kilka słów od siebie). „Mamy rekord do pobicia” - pisał w jednym ze swoich materiałów, po tym gdy wyłowiono kolejną, wiekową wiadomość.

Autorzy listów w butelce od dawna nie żyją, a te nadal krążą po morzach. Jeden z nich wyłowiono z Zalewu Wiślanego. W wodzie był 90 lat
Archiwum Pocztówka z Kahlbergu (dziś Krynica Morska) z początku XX-wieku. Z pokładu takiego, wycieczkowego statku mógł wyrzucić swój list Erich Sanitter

Lata w wodzie

Znalezisko wyłowione przez brata Edyty Rożek w Krynicy Morskiej, pod względem wieku plasuje się w górnej części rankingu najstarszych przesyłek poczty Neptuna.

W czerwcu 2018 r. pewne małżeństwo natknęło się na starą, zalakowaną butelkę na plaży na zachodnim wybrzeżu Australii. Zawierała list. Muzealnicy ocenili, że przesyłka „szukała” adresata 132 lata. Obecnie to najstarszy list w butelce, co do autentyczności którego nie ma najmniejszych wątpliwości.

Wcześniej rekord należał do wiadomości przesłanej w roku 1906 r. przez brytyjskiego biologa George’a Parkera Biddera, którą wyrzucił do Morza Północnego (odnaleziono ją w roku 2015 na wybrzeżu wyspy Amrum). Jeszcze wcześniej na czele rankingu najstarszych listów w butelce była 99-letnia wiadomość znaleziona w 2013 roku w sieci rybackiej u brzegów Szetlandów.

Co ciekawe, rekordowe wiadomości nie zawierały pożegnań od marynarzy tonących statków, listów miłosnych i wakacyjnej korespondencji. Były to właściwie urzędowe pisma, a przesyłki wysłane za pośrednictwem Neptuna służyły do naukowych badań. W listach znalazców proszono o odesłanie pism pod specjalny adres (tym razem pocztą tradycyjną) z zaznaczeniem miejsca ich wyłowienia. Na tej podstawie określano kierunki, siłę prądów morskich oraz wiatrów. Były to badania ważne dla rozwoju żeglugi (kontynuowane do dziś, jednak za pomocą elektronicznych urządzeń pływających, tzw. dryfterów). Np butelka z wyspy Amrum była częścią eksperymentu, któremu patronowało brytyjskie Stowarzyszenie Biologów Morskich (George Parker Bidder był wówczas jego przewodniczącym). W latach 1904-1906 wrzucono specjalnie przygotowanych ponad 1000 butelek z instrukcjami dla znalazców - za odesłanie wiadomości przysługiwała nagroda w wysokości szylinga. Projekt miał na celu zbadanie kierunków prądów morskich na Morzu Północnym. Odnalazła się niemal połowa przesyłek. Z kolei butelka znaleziona w Australii została wyrzucona na Oceanie Indyjskim z pokładu niemieckiego statku badawczego Paula, 950 km od miejsca, w którym ją znaleziono.

Dodajmy, że listy w butelce wrzucano nie tylko za burtę statków. W 2011 r. w jednym ze starych domów na Żuławach, w miejscowości Myszewo, jego dzisiejsi właściciele odkryli wiadomość od dawnych mieszkańców, niemieckiej rodziny, która w 1944 opuszczała rodzinne tereny, uciekając przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Niemal cztery lata temu „kapsułę czasu” znaleziono w remontowanym Zbiorniku Stara Orunia w Gdańsku. List w butelce był wówczas nieczytelny. W Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku znajduje się list, który został odnaleziony wewnątrz modelu statku Imperator, który powstał pod koniec XIX wieku. List informuje, że model został wykonany w Puli (wówczas port autro-węgierski, dziś w Chorwacji), w warsztacie Jozefa Lengyela.

Warto też podkreślić, że najstarsza obecnie odnaleziona morska wiadomość została umieszczona w butelce po... ginie. Z alkoholem i butelkami wiąże się również historia eksploracji wraku tzw. „Głazika”, którą prowadzili podmorscy archeolodzy Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, pod kierunkiem dr. Tomasza Bednarza. W 2014 r. wydobyto z wnętrza wraku XIX - wiecznego żaglowca kamionkową butelkę. Sugerując się znajdującym się na niej emblematem Selters (wytwórnia wód mineralnych z Niemiec), naukowcy przypuszczali, że może ją wypełniać woda sodowa. Szczegółowe badania zawartości wskazały jednak, że butelkę napełniono ponownie. W jej wnętrzu była... flamandzka odmiana ginu genever - tradycyjnego trunku Belgów i Holendrów. To zatem zupełnie innego rodzaju przesyłka w butelce, od tej, znalezionej niedawno w Krynicy Morskiej.

Tomasz Chudzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.