Dorota Abramowicz

Archiwum X. Gdyby innym ptakiem był... Tajemnica śmierci artysty Zdzisława Augusta Malinowskiego

Zdzisława Malinowskiego (w koszulce w paski) odwiedzały w domu setki znajomych Fot. Dokumentacja KWP Gdańsk Zdzisława Malinowskiego (w koszulce w paski) odwiedzały w domu setki znajomych
Dorota Abramowicz

Żył jak kolorowy ptak. Był człowiekiem wszechstronnym, poetą i malarzem, autorem tekstu do jednej z najpiękniejszych piosenek Grażyny Łobaszewskiej. Miał setki znajomych i przyjaciół, przez jego mieszkanie przewijały się tłumy. Ci, którzy zamordowali go przed trzydziestu laty, zabili nie tylko człowieka, ale i pamięć o nim. Policjanci z gdańskiego Archiwum X wracają do niewyjaśnionego zabójstwa Zdzisława Augusta Malinowskiego.

Trudno dziś znaleźć w sieci wzmiankę o Zdzisławie Auguście Malinowskim. Ktoś tam wymienia go jako członka Gdańskiej Grupy Poetyckiej, ktoś inny wspomina, że był autorem tekstów dla trójmiejskiego zespołu Cytrus. Najczęściej można znaleźć jego nazwisko na stronach poświęconych Grażynie Łobaszewskiej, dla której napisał piosenkę „Gdybyś”:

Gdybyś innym ptakiem był

gdybyś w słońcach gniazda wił

to jeszcze nic - naprawdę jeszcze nic

by innym ptakiem być by w słońcach gniazda wić

to jeszcze nic - naprawdę jeszcze nic

by innym ptakiem być by w słońcach gniazda wić...

Autor tych słów został zamordowany w nocy z 8 na 9 listopada 1989 roku w mieszkaniu na parterze kamienicy przy ul. Kręckiego 3 w Gdańsku Oliwie. Lokalu, który od dziesięciu lat wynajmował od Mieczysława Czychowskiego, malarza, rzeźbiarza i poety, mentora i przyjaciela Edwarda Stachury. Do dramatu doszło w spokojnej dzielnicy miasta, niedaleko od komisariatu przy ul. Kaprów. Do dziś nie odnaleziono i nie ukarano sprawców tamtej zbrodni.

Ciało odkryli w czwartek, 9 listopada Alicja, młodsza o dziesięć lat siostra zmarłego i Marek, jego znajomy z Warszawy, poznany wcześniej na Jarmarku Dominikańskim..

Marek już wcześniej zapowiadał swój przyjazd. Dlatego zdziwił się, że zastał zamknięte drzwi. Potem zeznał, że za framugę włożył swój bilet, jako znak dla Zdzisława, że jest już na miejscu i poszedł od podwórka sprawdzić, czy w mieszkaniu kolegi założone są okiennice.

Kuchenne okno, mimo listopadowego chłodu było otwarte.

- Wówczas poszedłem do siostry Malinowskiego, która mieszkała obok, w sąsiednim domu - mówił milicjantom Marek. - Nalegałem, by otworzyła mieszkanie.

Zabrali ze sobą pęk kluczy do czterech zamków. Kiedy już uporali się z nimi, wejście zablokowała automatyczna zasuwa. W końcu udało się uchylić drzwi. Przez szparę zobaczyli leżące na ziemi ciało gospodarza.

Malinowski poniósł śmierć od ciosów zadanych nożem. Z mieszkania zrabowano przedmioty o wartości przekraczającej ówczesne 10 milionów złotych. W tym cztery aparaty fotograficzne, magnetowid, radiomagnetofon, kasety wideo.

Dlaczego zginął?

- Zbytnio ufał ludziom - mówi Filip Czech, gdański poeta, dawny przyjaciel Zdzisława. - Wpuścił do domu nieodpowiednie osoby. Zgubiło go, że był człowiekiem głodnym uczuć.

Artysta wychodzi z szafy

Poznali się w czerwcu 1982 r. podczas rozstrzygnięcia konkursu na „Listy Poetyckie” w Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki. Kilka miesięcy później wraz z Arianą Nagórską i DariuszemWasielewskim, Jarosławem Seidelem , Jackiem Zakrockim i innymi zakładali Gdańską Grupę Poetycką.

- Zdzisław był artystą - wspomina Filip Czech.- Długie włosy, trochę roztrzepany, nieskoordynowany. Skoncentrowany mocno na sobie.Trochę wychodziły z niego kompleksy. Urodził się w małej wiosce, w Zgniłobłotach, w dzisiejszym województwie kujawsko-pomorskim. Opowiadał, że uczyć się musiał przy lampie naftowej. A potem dostał się na architekturę na Politechnice Gdańskiej i wszedł w środowisko artystyczne Trójmiasta.

Architektury na PG wprawdzie nie skończył, podobnie jak Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, ale nie przeszkadzało mu to w tworzeniu dzieł artystycznych i...zarabianiu na tym całkiem dużych kwot.

- Z zeznań rodziny i znajomych wynika, że przez trzy letnie miesiące udawało mu się zebrać pieniądze pozwalające na całoroczne utrzymanie - mówi nadkomisarz Paweł Mrozowski z gdańskiego Archiwum X, działającego przy Komendzie Wojewódzkiej Policji. - Zdzisław Malinowski sprzedawał swoje akwarele przy Fontannie Neptuna na Długim Targu. Cieszyły się sporym zainteresowaniem, zwłaszcza, że malował je na oczach przechodniów. Ponadto pracował przy urządzaniu wnętrz, w tym Klubu Akwen we Wrzeszczu.

Alicja, siostra Zdzisława, potwierdza: - Brat był człowiekiem wszechstronnie utalentowanym. Proponowano mu zorganizowanie wystaw za granicą, m.in. w USA i Niemczech. Niestety, zginął, zanim pozwolono mu wyjechać na wernisaże. Miał też talent poetycki.Jego piosenki śpiewała nie tylko Grażyna Łobaszewska, ale także Krystyna Prońko i liderzy trójmiejskich zespołów. Wydawał tomiki poetyckie...

Filip Czech dodaje, że podczas sprzedaży akwarel na Długim Targu, Malinowski poznawał wiele osób. Niektóre z nich zapraszał do domu.

- Zdzisław był homoseksualistą - mówi Czech. - Długo ukrywał swoje potrzeby emocjonalne. Kiedy wreszcie, pięć lat przed śmiercią, w wieku 35 lat się otworzył, został zaakceptowany przez środowisko artystyczne. A wydawało mu się, że cały świat okaże mu tolerancję...

Początkowo Malinowski opowiadał Filipowi o swoich przygodach. W momencie, gdy zorientował się, że przyjaciel nie akceptuje przygodnych znajomości, przestał mu się zwierzać.

- Pewnego dnia powiedziałem mu: jeśli zapraszasz nieznajomych do domu, to przynajmniej schowaj noże - wspomina gdański poeta. - Połóż je pod pojemnikiem na sztućce tak, by nikt nie mógł ich szybko stamtąd wyciągnąć.

Posłuchał. Podczas przeszukania mieszkania po śmierci Zdzisława, milicjanci zwrócili uwagę na schowane w szufladzie, pod pojemnikiem na sztućce, noże.

Narzędzia zbrodni jednak nie znaleziono. Zabójca lub zabójcy zabrali go ze sobą.

- Musiał znać tych ludzi i musieli być dla niego ważni - twierdzi Filip Czech. - Na stole stały dwie butelki po dobrym winie, a - o ile pamiętam- Zdzisław nigdy znajomych tak dobrym winem nie częstował. W dodatku postawił na stół swoje borowiki w occie, prawdziwy rarytas, nie dla zwyczajnych gości.

Złe przeczucia

Od początku śledztwo nie zapowiadało się łatwo.

Wprawdzie udało się zabezpieczyć ślady, pozostawione na miejscu zbrodni, ale krąg podejrzanych był spory.

- Zdzisław Malinowski miał kilkuset znajomych - mówi nadkomisarz Paweł Mrozowski.- Z drugiej strony okazało się, że ludzie ci wzajemnie się nie znali. Nawet mieszkającej w pobliżu siostrze, z którą miał bardzo dobry kontakt, nie zwierzał się do końca z życia osobistego. Pani Alicja znała wprawdzie jego starych znajomych, ale nowych już nie.

- Gdyby chodziło o 30 osób, byłoby łatwiej - dodaje Filip Czech. - Ale to było ze 300 osób.

Dwa dni przed śmiercią brata Alicja, będąc na spacerze z córką, zauważyła dwóch młodych ludzi w wieku 17-18 lat zaglądających przez okno do mieszkania Zdzisława. Powiedziała o nich bratu. - To zapewne studenci, którzy mieli przyjść do mnie na oglądanie kaset wideo - odparł.

Ciągle ktoś go odwiedzał. Ludzie wpadali na kawę, herbatę, wino. W mieszkaniu znaleziono setki zdjęć z imprez, a także fotografii pojedynczych, młodych mężczyzn.

- Przy czym gospodarz mało pił, niektórzy wręcz określali go jako abstynenta - słyszę od policjanta. - Mówiono też, że był człowiekiem raczej nieśmiałym. Jako homoseksualista nie chodził na tzw. bajzle.

Stanisław, który wraz z Malinowskim pracował przy wystroju klubu Akwen zeznał, że w czasie spotkań na Kręckiego gospodarzowi zależało głównie na dyskusjach, wymianie myśli, fermencie intelektualnym. - Choć był człowiekiem silnym fizycznie, to przejawiał wstręt do przemocy i wobec ataku stawał się całkowicie bezradny. Nie potrafił się bronić - opowiadał znajomy, dodając, że może ta cecha przyczyniła się do jego śmierci.

Ktoś inny wspominał, że kilka miesięcy wcześniej Malinowski zaczął się czegoś obawiać. Stał się bardziej ostrożny, mówił, że ma złe przeczucia.

- Czuł niepokój nawet rok wcześniej - koryguje siostra. - Któregoś dnia przyszedł do mnie zdenerwowany i powiedział, że na Przymorzu zasztyletowano jego kolegę, Henia Tkacza. Dwa razy zdarzyło się, że ktoś go gonił i musiał się u mnie ukrywać. Wiem, że Zdzisław pomagał w drukowaniu ulotek. I że był wcześniej szantażowany.

Ulotki były schowane w pawlaczu. Zniknęły po przeszukaniu mieszkania przez milicję.

Ludzie drugiej kategorii

Kilka lat wcześniej , w 1985 r. Milicja Obywatelska przeprowadziła akcję „Hiacynt” , której celem było zebranie materiałów o homoseksualistach. Założono wówczas ok. 11 tys. teczek, zatrzymywanym osobom pobrano odciski palców. Kartoteki uzupełniano jeszcze w 1988 r., na rok przed zamordowaniem Zdzisława Augusta Malinowskiego.

Oficjalnym pretekstem było przeciwdziałanie epidemii AIDS oraz wzmożenie kontroli środowiska, zagrożonego przestępczością. Nieoficjalnie było wiadomo, że służby specjalne wykorzystywały materiały do szantażu i dyskredytacji osób związanych z opozycją, a także do pozyskiwania tajnych współpracowników.

Po 1989 r. wokół tzw. „różowych teczek” toczyły się dziwne podchody. Część z nich miała - jako rozproszone materiały - trafić do Instytutu Pamięci Narodowej. Część znalazła się w archiwach Komendy Głównej Policji i w Komendach Wojewódzkich Policji. Część zniknęła bez śladu.

Teoretycznie dostęp do akt akcji „Hiacynt” mógłby pomóc w rozwiązaniu tajemnicy morderstwa gdańskiego artysty. Niewykluczone, że znajdowały się tam informacje o podejrzanych osobach, przebywających w jego środowisku oraz ich odciski palców. Niestety, po ponad trzydziestu latach nadal „Hiacynt” jest okryty tajemnicą i objęty klauzulą tajności.

- Wystąpiliśmy o te materiały, ale usłyszeliśmy, że nie ma do nich dostępu - odpowiada na pytanie o stare akta nadkom. Mrozowski.

- Dziwne, ale miałam wrażenie, że prowadzącym śledztwo nie zależało na znalezieniu zabójców brata - mówi z goryczą w głosie pani Alicja. - Nie przesłuchano istotnych świadków, nie sprawdzono alibi wielu osób, nie szukano ludzi, którzy przewijali się w zeznaniach. To tak, jakby sam fakt, że brat był homoseksualistą zmniejszał rangę morderstwa. I sprawiał, że osoba zamordowana była mniej ważna.

Milicjanci nie zareagowali nawet na zgłoszenie siostry, która zawiadomiła - już po śmierci Zdzisława - o próbie włamania do jego mieszkania.

- Byłam w środku, gdy nagle usłyszałam huk w łazience- opowiada pani Alicja. -. Ktoś, wchodząc przez okienko do łazienki, zbił szybę. Na szczęście drzwi do pomieszczenia były zamknięte na klucz. Przestraszona zawołałam męża, który przybiegł z pogrzebaczem w dłoni. Włamywacz uciekł, pozostawiając ślady krwi. Nikt nie pofatygował się, by je zbadać. A przecież nie można wykluczyć, że była to osoba związana z zabójstwem mojego brata, a my mogliśmy stać się jej ofiarą.

Ile ludzi, tyle motywów

Jesienią ubiegłego roku decyzją Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, policjanci z Archiwum X wrócili do zamkniętego przed laty śledztwa. Jest im już o wiele trudniej - część świadków nie żyje, inni zmienili miejsce zamieszkania w Polsce lub wyjechali za granicę. Jednak mozolna praca trwa, udało się przesłuchać kolejne osoby, inne odebrały już wezwania na policję.

- Rozważamy kilka motywów - mówi nadkomisarz Paweł Mrozowski. - Jest wśród nich motyw rabunkowy, jakieś porachunki, ale pojawia się także motyw zemsty. Zamordowany artysta mógł mieć wrogów. Na przykład pod koniec życia Zdzisław Malinowski pozostawał w konflikcie z właścicielem mieszkania, Mieczysławem Czychowskim, który otrzymał wcześniej ten lokal od miasta na pracownię, a sam mieszkał gdzie indziej. Świadkowie twierdzą, że po dziesięciu latach wynajmu Malinowski rozpoczął starania o przejęcie mieszkania, co spowodowało zatarg z właścicielem. Trudno jednak zweryfikować ten wątek, bo pan Czychowski od lat już nie żyje.

Pozostaje jeszcze wersja, że Zdzisław zaprosił w tamten listopadowy wieczór do siebie kogoś, komu zaufał z „głodu uczuć”. I ten ktoś to wykorzystał. Niewykluczone również, że można powiązać tę zbrodnię z serią wcześniejszych, nie wykrytych morderstw, których ofiarami padli homoseksualiści.

Gdyby innym ptakiem był ... Może byłoby bezpieczniej? Inaczej?

- Brat miał 41 lat i z talentem, jakim go obdarzono, mógł jeszcze wiele osiągnąć - mówi pani Alicja. - Niezależnie od tego, kogo obdarzał uczuciem, był bardzo wartościowym, dobrym, ciekawym świata i ludzi człowiekiem. Sprawiedliwość wymaga, by osoba, która odebrała mu życie, została zatrzymana i ukarana.

Policjanci apelują, by osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu zabójstwa Zdzisława Augusta Malinowskiego, kontaktowały się z Archiwum X KWP w Gdańsku tel. 58 321 52 82 i (po godz. 15.30) - 58 321 58 60

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.