Andrzej Jaworski: Zostaję w biznesie. Działania uzależniam od Opatrzności i decyzji wyborców

Czytaj dalej
Fot. brak
Ryszarda Wojciechowska

Andrzej Jaworski: Zostaję w biznesie. Działania uzależniam od Opatrzności i decyzji wyborców

Ryszarda Wojciechowska

- Byłem w polityce długo, przez trzy, co prawda niepełne, ale kadencje - mówi Andrzej Jaworski. - I moje dalsze działania uzależnione będą od tego, co przyniesie Opatrzność i co zdecydują wyborcy.

Kiedy się teraz do Pana dzwoni, najczęściej słychać komunikat... abonent poza zasięgiem. Życia biznesowego i politycznego też?
Wiele osób pewnie by tak chciało, ale nic z tego. Tak jak trudno było się dodzwonić kiedyś, tak samo jest teraz. Co prawda przez cały ostatni rok moje nazwisko nie było tak często wymieniane jak w ostatnich dniach, ale w moich działaniach nic się nie zmienia. Nie zamykam się. Twitter czy Facebook również tego dowodzą.

Odszedł Pan z dobrze płatnej posady w PZU. Teraz już wiadomo, komu musiał pan zrobić miejsce w zarządzie tej spółki - Małgorzacie Sadurskiej.
Nie musiał, ale chciał. Miałem pewną misję do zrealizowania i ją zrealizowałem. Byłem w PZU odpowiedzialny za obszar służby zdrowia i miałem go zreorganizować i to uczyniłem. Przeprowadziliśmy potężną akwizycję nowych placówek, przygotowaliśmy nową standaryzację. Stworzyliśmy projekt samodzielnej ogólnopolskiej infolinii medycznej, która zgodnie z podpisaną umową powstanie w Gdańsku. Dzięki temu powstanie u nas ponad sto nowych miejsc pracy. Ale za swój największy sukces uważam projekt „bezpieczny poród”. Dzięki mojej inicjatywie na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie, we współpracy z uniwersytetem w Montrealu, rozpoczyna się proces innowacyjnego kształcenia lekarzy ginekologów, położnych, ratowników medycznych, kształcenia na najnowocześniejszym fantomie, sprowadzonym z Kanady.


Andrzej Jaworski: Polaków mniej interesują jakieś plotki i rozgrywki wokół telewizji niż to, co się dzieje w ich portfelach. Dlatego jestem spokojny o przyszłe wybory

Ale który polityk zostawia takie frukta, jakie są w PZU, i odchodzi? Zwłaszcza jeśli pensja wynosi 90 tysięcy złotych. Tyle ma dostawać pani Sadurska, która zajęła Pana miejsce.
Kiedy zostałem po raz pierwszy posłem, zrezygnowałem z pracy, w której zarabiałem kilka razy więcej, niż kiedy byłem parlamentarzystą. I nie był to żaden problem. Poza tym informacje o zarobkach w spółkach Skarbu Państwa, podawane w mediach, nie do końca są prawdziwe. Przecież to minister Skarbu Państwa w rządzie PiS Dawid Jackiewicz wprowadził regulacje, które bardzo mocno obniżyły pensje w spółkach Skarbu Państwa. Co nie zmienia faktu, że te zarobki nie są małe. Ale to nie one bywają wyznacznikiem tego, co się chce robić i gdzie się chce robić. Bo w przedsiębiorstwach prywatnych menedżerowie zarabiają dużo więcej niż w spółkach Skarbu Państwa.

Ale tam nie stosuje się starej zasady - dobry fachowiec, bo swój. Nie wiem, czy gdyby któreś z was, Pan albo Małgorzata Sadurska, stanęło do konkursu o pracę w biznesie prywatnym, to czy byście ją dostali.
Pani redaktor, jestem całkowicie pewien, że Małgorzata Sadurska, jako bardzo dobry prawnik, bez problemu dostałaby porównywalną pracę w sektorze prywatnym, bez narażania się na nieprzychylne komentarze. Jeśli o mnie chodzi, to pracowałem w sektorze prywatnym i dostałem propozycję, żeby do tego sektora wrócić.

Zostanie Pan w biznesie?
Tak jak wcześniej mówiłem, zostaję. Ale mam też nowe, społeczne obowiązki. Zostałem wybrany do prezydium zarządu PKOl i chcę aktywnie uczestniczyć w pracach na rzecz komitetu.

Pan mówi, że nic się nie stało, kiedy politycy szturmują polskie spółki. Kiedy PiS było w opozycji, grzmiało z mównicy, że takie kariery polityków PO czy PSL w PZU to skok na kasę. A teraz PiS robi to samo? Miało być lepiej, a jest, jak było.
Wiele osób, które są dzisiaj o to posądzane, przed rozpoczęciem działalności politycznej funkcjonowało w biznesie, i to prywatnym. Tak było ze mną czy z posłem Maksem Kraczkowskim.

Ale tak nie było z Małgorzatą Sadurską czy Wojciechem Jasińskim z Orlenu. Żyjemy w innych światach, bo ja niemal codziennie czytam o jakimś biznesowym awansie działacza PiS, niekoniecznie przygotowanego do tego awansu.
Za czasów rządów Platformy te nominacje były o wiele częstsze, a wynagrodzenia o wiele wyższe. I nie pamiętam wtedy jakiegoś oburzenia w mediach z tego powodu, także w tych lokalnych, takich jak Radio Gdańsk czy Telewizja Gdańsk.

Nie byłoby problemu, gdyby te zarobki w przypadku Pana czy Pani Sadurskiej były absolutnie dostępne i przejrzyste.
To są ogólnodostępne dane. Każdy, kto się zapozna z komunikatem giełdowym, może to sobie porównać.

I właśnie te dane media publikują, pisząc o prawie 90 tysiącach pensji miesięcznie.
Szkoda, że nikt nie publikuje zestawień porównujących wynagrodzenia członków zarządu w poszczególnych firmach w poszczególnych latach. Rząd Prawa i Sprawiedliwości bardzo mocno je ograniczył. Tak samo chciałbym zobaczyć zestawienia wynagrodzeń w spółkach samorządowych, na przykład w Gdańsku. I jakoś nie słyszałem, żeby tymi zarobkami zainteresowały się Radio Gdańsk czy Telewizja Gdańsk. Nie słychać też o polityce kadrowej PO i Pawła Adamowicza w Gdańsku i na Pomorzu.

Nieuważnie Pan śledzi media. Za to Telewizja Gdańsk chętnie rozlicza Pana, sugerując, że z PZU musiał Pan odejść za „wydawanie pieniędzy ubezpieczyciela na własną działalność polityczną”.
Powtarzam jeszcze raz, że to kłamstwo i atak polityczny. I wczoraj, zgodnie z tym co wcześniej zapowiedziałem, podpisałem pozew przeciwko redaktorowi wydania „Panoramy” pani redaktor Jolancie Stefanowskiej. Teraz spokojnie czekam na to, co się będzie z tym pozwem działo. Pewnie sprawa potrwa długo. Ale jestem przekonany, że sąd wymierzy sprawiedliwy wyrok.

Za polityką Pan nie tęskni?
Zawsze to, co w danej chwili robię, staram się robić jak najlepiej.

Trudno się przebić przez ten Pana pancerz.
A może Pani się niepotrzebnie doszukuje jakiegoś pancerza? Byłem w polityce długo, przez trzy, co prawda niepełne, ale kadencje. Chociaż nigdy nie mówi się nigdy. I moje dalsze działania uzależnione będą od tego, co przyniesie Opatrzność i co zdecydują wyborcy. Do wyborów mamy jeszcze trochę czasu.

Trochę się Pan wije.
Ja tego nie zauważam (śmieje się).

A co Pan zauważa, patrząc z dystansu na politykę pomorską PiS?
Na przykład bardzo dobre podejście do realizacji polityki prorodzinnej pani poseł Jolanty Szczypińskiej czy pana posła Jana Kiliana. Wyróżnia się też w kategorycznych, ale bardzo konkretnych tematach senator Waldemar Bonkowski. To są działania, które powodują, że dzisiaj bardzo wiele osób nadal chce głosować na Prawo i Sprawiedliwość.

A o Januszu Śniadku, który jest szefem struktur gdańskich Prawa i Sprawiedliwości, nic Pan nie powie? Bo on w telewizyjnym materiale o Pana odejściu z PZU mówił, że nie ma ludzi niezastąpionych i że jest przeciwny obejmowaniu funkcji w biznesie przez posłów, bo to nie służy dobrze parlamentowi.
Ta wypowiedź by znaczyła, że pan Śniadek nie zgadza się z polityką Prawa i Sprawiedliwości. Przecież nie tylko była minister w Kancelarii Prezydenta przeszła do biznesu, ale też Orlen swoje fenomenalne wyniki, jakich nie miał jeszcze do tej pory, osiąga od czasu, kiedy na jego czele stoi menedżer Wojciech Jasiński, wcześniej poseł PiS. Nie wiem, czemu Janusz Śniadek tak do sprawy podchodzi, nie wiem, czemu nie zgadza się z decyzją pani premier i polityką partii.

A może obawia się, jak słychać w kuluarach, Pana powrotu do pomorskiej polityki i tego, że mógłby go Pan zastąpić?
Sama przed chwilą pani cytowała Janusza Śniadka, który powiedział, że nie ma ludzi niezastąpionych. Więc on też pewnie zdaje sobie sprawę z tej prawdy.

Widzi Pan w pomorskim PiS jakiegoś kandydata na prezydenta Gdańska?
Jest wielu wartościowych ludzi, którzy pracują dla dobra Gdańska i Pomorza.

Frazes. A ja pytam polityka tak zwyczajnie o nazwiska.
Zwyczajne jest to, że zwyczajni i dobrzy ludzie pełnią różne funkcje i jeśli będą chcieli, to mogą wystartować w tym boju. Mógłbym wymienić kilka nazwisk osób, które już teraz swoją pracą udowadniają, że nadawałyby się na tę funkcję. Ale to jeszcze nie znaczy, że one by chciały wystartować. Że rozważają taki start. Poza tym o wyborze kandydata nie decyduje przypadek, tylko władze partii. I jestem przekonany, że w Gdańsku, który jest jednym z najważniejszych miast, wybór kandydata na prezydenta miasta będzie poprzedzony mądrą taktyką. Bo tu, w kolebce Platformy, będzie to potężne starcie polityczne, traktowane na równi z wyborami w Warszawie.

Telewizja Jacka Kurskiego podoba się Panu?
Pani redaktor, Prawo i Sprawiedliwość realizuje program przedstawiony w kampanii wyborczej. I proszę mi wskazać jeden element, który nie jest realizowany.

Jakbym słuchała jakiegoś fragmentu z „Ucha prezesa”...
Ależ to jest oczywista prawda i dlatego Polacy ten program popierają. Polaków mniej interesują jakieś plotki i rozgrywki wokół telewizji niż to, co się dzieje w ich portfelach. Dla nich ważny jest fakt, że polska rodzina dzisiaj lepiej funkcjonuje niż jeszcze dwa lata temu. Dlatego jestem spokojny o przyszłe wybory.

Ryszarda Wojciechowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.