rozm. Magdalena Gintowt-Dziewałtowska

Agnieszka Jerzyk: Tutaj trzeba zakochać się w bólu [ROZMOWA]

rozm. Magdalena Gintowt-Dziewałtowska

O cieniach i blaskach triathlonu rozmawiamy z Agnieszką Jerzyk, pochodzącą z Leszna olimpijką w Londynie i Rio de Janeiro.

Z jakim uczuciem przekracza się metę na igrzyskach?

Takim, że człowiek osiągnął swój cel. Jest na pewno radość, może też niedowierzanie i ulga, że się udało spełnić marzenie.

Na trasie jest współpraca między zawodnikami?

Taką współpracę widać w zespołach, np. w teamie brytyjskim, amerykańskim czy australijskim. W naszym teamie tego nie ma, bo zawodników na takim poziomie jest za mało i każdy trenuje na swój rachunek. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli tworzyć takie zespoły z liderem, który będzie stawał na podium mistrzostw Europy czy świata.

">

brak Agnieszka Jerzyk, Budapeszt 2009

Jednak wyglądało to niesamowicie. Tak samo jak piękne są historie starszych ludzi kończących zawody Ironman, m.in. 82-letnia amerykańska zakonnica Madonna Buder czy 85-letni Japończyk Oto Hiromu Inada.

Bardzo ich podziwiam i mam nadzieję, że ja również w takim wieku będę w stanie pokonywać długie dystanse. Jest to niesamowite i strasznie się cieszę, że coraz więcej ludzi zaczyna się ruszać. Sport wprowadza wiele dobrego w naszym życiu. Człowiek staje się zdrowszy fizycznie i silniejszy psychicznie. Mam nadzieję, że będziemy słyszeć coraz więcej takich motywujących historii.

Gdyby zabrakło triathlonu, to co mogłoby Panią uszczęśliwiać?

Jestem zawodowym żołnierzem, więc gdyby nie triathlon, to pewnie bym przeszła na ścieżki wojskowe. Jestem teraz w zespole sportowym i tak może na sto procent tego wojska nie czuję. Przed decyzją o trenowaniu triathlonu zastanawiałam się nad szkołą policyjną w Szczytnie. Gdzieś tam marzyłam o mundurze.

Doświadczenie nabyte w wojsku przydaje się w życiu sportowca?

Myślę, że we wszystkich dziedzinach życia odpowiednie podejście i motywacja są tak samo ważne. Nas cechuje upór w dążeniu do celu i systematyka. Jeśli mamy te cechy, to w każdej dziedzinie życia osiągniemy jakiś cel.

Pasje poza triathlonem i wojskiem?

Bardzo lubię malować i rysować. Bardzo dawno tego nie robiłam. Ale ostatnio na obozie przed igrzyskami zaczęłam rysować karykatury.

Czyje?

Znajomych. Trenerowi na urodziny i przyjaciółce, która też trenuje triathlon, również narysowałam na imieniny. Myślę, że to też mi sprawia przyjemność. W szkole uwielbiałam przedmioty takie jak plastyka czy technika. Później niestety nie było na to czasu. Ostatnio robiłam porządki w szafie i znalazłam pierwsze prace, co było niesamowite!

Czy takie treningi nakierowane na konkretny cel nie odbierają odrobiny tej sportowej przygody, którą mają amatorzy?

Na pewno taka rywalizacja obciąża głowę nieco bardziej. Ale jednak sport to jest też moja praca. Można powiedzieć, że w pracy nie ma zabawy. Ale ja jestem szczęściarą, bo robię to co kocham, triathlon to hobby. I też daje mi pieniądze. Reasumując i tak wychodzę lepiej na tym wszystkim. Gdy startuję w Polsce, to mam większą swobodę i mogę bardziej bawić się tym co robię. Na startach zagranicznych muszę dać z siebie 110 procent, żeby coś osiągnąć.

Jak rozkłada się siły w trakcie triathlonu? To w końcu trzy dyscypliny.

Jeżeli chodzi o poziom światowy, to już w każdej dyscyplinie trzeba dać z siebie niestety 110 procent. Ja mam słabsze pływanie, czyli już w pierwszej konkurencji, chcąc walczyć o wysokie miejsca na świecie, muszę dać z siebie 110 procent. W części rowerowej to wszystko zależy od tego jak zaczęłam zawody - czy wyszłam szybko z wody, czy mam mocną grupę, czy ktoś chce współpracować, czy jestem zdana tylko na siebie. Tak naprawdę nie ma taktyki na start, taktykę trzeba ułożyć w trakcie zawodów. Jeśli chodzi o bieganie, to wszystko zależy jak wygląda aktualna sytuacja, czyli jak daleko jest czołówka, czy musze kogoś gonić, przed kimś uciekać.

Na trasach także bywają ciężkie chwile. Jak Pani sobie z nimi radzi?

Bardzo często w takich chwilach myślę o najcięższych treningach, gdzie bolało, gdzie musiałam przyspieszać, a trener krzyczał: „Leć szybciej, mocniej”. Cały czas mówię sobie: nie po to biegałam 15 razy 200 metrów, żeby teraz się poddać. Myślę, że to co przeszłam wcześniej i ile musiałam poświęcić, jest dla mnie największą motywacją w ciężkich momentach.

Muzyka pomaga?

Kiedyś na zawodach szkolnych w „przełajach”, gdzie wiedziałam, że jestem faworytką, na starcie śpiewałam piosenkę Golec uOrkiestry „Pędzą konie”.

Nadal Pani ją nuci?

Nie! Ale czasem towarzyszą mi cytaty z Forresta Gumpa.

Wszędzie jak gdzieś szedłem, to biegłem...

Dokładnie! Mam też w głowie wspomnienia z treningów. Młodsi zawodnicy, którzy już dawno skończyli trening, stali na murawie i dopingowali krzycząc do mnie „Run, Jerzu, run!”, gdy musiałam biec dodatkowe 5km. I często sobie to odtwarzam.

Co powinien robić początkujący triathlonista?

Przede wszystkim postawić sobie cel, który jest najważniejszy. I opłacić zawody. Mamy taką naturę, że jak się już podjęło jakąś decyzję, to ciężko się wycofać. Jeśli sami sobie zgotujemy ten los, to we własnym postanowieniu jest łatwiej wytrwać.

Poproszę zatem o trzy wskazówki treningowe.

Chciałabym, żeby te osoby wyznaczyły sobie cele. Żeby kochały to, co robią i czuły, że to im sprawia przyjemność. Bo jeśli nie mają ochoty trenować, to na pewno nie zostaną zawodnikami na wysokim poziomie. Jest takie przysłowie: „żeby zwyciężać, najpierw trzeba zakochać się w bólu” i to jest prawda. Życzę im tego, żeby ból sprawiał im przyjemność. Kiedyś na pytanie czy mogłabym zostać trenerką odpowiedziałam, że tak. Ale na pewno nie sportowców wyczynowych, czyli takich, jak ja.

Dlaczego nie?

Nie potrafiłabym zmusić kogokolwiek do takiego wysiłku i wyrzeczeń.

***
Agnieszka Jerzyk to 28-letnia reprezentantka Polski w triathlonie, olimpijka z Londynu i Rio de Janeiro. Dwukrotna młodzieżowa mistrzyni świata (2008 rok w Rimini i 2011 w Pekinie) oraz młodzieżowa mistrzyni Europy z 2010 roku w Porto.

Do Trójmiasta zawitała ostatnio w ramach wydarzenia „Triathlon od kuchni”. To spotkanie, zaaranżowane przez Triathlon Energy, organizatora zawodów triathlonowych w Polsce, wieńczyło tydzień pomocy dla dwuletniego Kacperka, chorego na rdzeniowy zanik mięśni. M.in. w ramach akcji „Pomorze Biega i Pomaga” udało się zakupić dla chłopczyka specjalistyczny wózek.

rozm. Magdalena Gintowt-Dziewałtowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.